Ben Simmons ponownie zabrał głos w sprawie narracji, jakoby zaniedbywał treningi. Koszykarz Sacramento Kings podkreślił, że jego roczna przerwa od gry nie miała nic wspólnego z brakiem chęci czy zaangażowania, a wynikała przede wszystkim z problemów zdrowotnych.
- Ludzie mówili, że nie kocham tej gry. To bzdura. Kocham koszykówkę. Gdybym jej nie kochał, nie poświęciłbym całego roku na pracę nad sobą i powrót - powiedział Simmons.
Australijczyk jeszcze kilka lat temu był uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych młodych zawodników. Philadelphia 76ers wybrali go z pierwszym numerem draftu w 2016 roku, a jego połączenie wzrostu, umiejętności kreowania gry i wszechstronności w obronie bardzo szybko zrobiło wrażenie na całej lidze. Nie bez powodu został wybrany najlepszym debiutantem.
W pierwszych czterech sezonach Simmons grał też trzykrotnie w Meczu Gwiazd oraz dwukrotnie został wybrany do pierwszej piątki obrońców. Później jego karierę coraz mocniej zaczęły jednak hamować problemy z plecami, przez które przez cztery kolejne sezony nie był w stanie rozegrać więcej niż 51 spotkań.
W sezonie 2024/25 Simmons wystąpił w 51 meczach w barwach Brooklyn Nets oraz Los Angeles Clippers, notując średnio 5 punktów, 4,7 zbiórki i 5,6 asysty. O ile te statystyki nie są wybitne, to Simmons wchodzący z ławki był naprawdę wartościowym dodatkiem. Teraz Simmons przekonuje, że jest gotowy do ponownej gry na pełnych obrotach.
- Jestem dokładnie tam, gdzie powinienem być. Poświęciłem dużo czasu na swoje ciało i czuję, że była to najlepsza decyzja dla mojej kariery. Czuję się świetnie, jestem gotowy i nie mam żadnych ograniczeń - skwitował Australijczyk.