Chris Paul - "The Point God"

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
AP Photo

Phoenix Suns pod wodzą Paula wydają się jednym z kandydatów do mistrzostwa. Mało kto spodziewał się, że Słońca wykonają tak gigantyczny progres. Jednak znów nie doceniono geniuszu i wpływu na grę „Point God’a”. Jak to możliwe, ze Suns są kolejną drużyną, która po przyjściu Paula staje się lepsza?

W meczu Phoenix Suns przeciwko Utah Jazz podczas jednej z przerw na żądanie Chris Paul został zauważony, jak pije napój, na którym była etykietka pt. „Chris secret stuff”. Miało to nawiązywać do filmu Space Jam i słynnej sceny, w której królik Buggs podaje Jordanowi magiczną miksturę, dzięki której ich drużyna staje się niezwyciężona.


Jest to świetne nawiązanie do aktualnej formy rozgrywającego Suns, który rozgrywa swój szesnasty sezon w lidze, a nadal potrafi być czołową postacią w NBA. To nie jest przypadek, że Phoenix wykonali tak duży skok jakościowy od momentu transferu Paula. Warto zaznaczyć, że każda drużyna, do której dołączał Chris, wyraźnie poprawiała swój bilans zwycięstw. Zatem przyjrzyjmy się, co takiego magicznego musi na co dzień pić, że od 16 lat nie ma w lidze lepszego rozgrywającego, który miałby równie duży wpływ na wyniki swoich drużyn, co Paul.


Boiskowy generał


Od momentu pojawienia się w lidze Chris został wrzucony na głęboką wodę. Jako czwarty numer draftu miał odmienić losy New Orleans Hornets i z miejsca mu się to udało. Paul od zawsze był rozgrywającym w stylu pass- first, a przez całą swoją karierę notuje średnio aż 9.4 asysty na mecz (tylko w 3 sezonach jego średnia była mniejsza niż 8). Nie zależy mu na swoich zdobyczach punktowych, dla niego liczy się tylko i wyłącznie zwycięstwo drużyny. Potrafi uczynić swoich kolegów lepszymi niż są w rzeczywistości. Podczas jego występów w Hornets udało mu się zbudować zespół realnie walczący z najlepszymi, mimo że jego partnerzy nie należeli do najwybitniejszych graczy w lidze.


Paul potrafi doskonale panować nad wydarzeniami na boisku, umiejętnie sterując tempem spotkań. Zazwyczaj drużyny, którymi dowodził, znajdują się na samym dole, jeśli chodzi o tempo rozgrywania akcji, a mimo to są w czubie tabeli, jeśli bierzemy pod uwagę egzekucję ataku. To tylko świetnie obrazuje nam, jak wybitnie Paul potrafi ustawiać swój zespół i uwypukla jego najmocniejsze strony. Świetnym tego przykładem są tegoroczni Suns, którzy przed jego przyjściem byli 9 najszybciej grającą ekipą NBA (pace 101.74), a mimo to byli zaledwie na 12 miejscu w efektywności ataku. Natomiast w tym roku Słońca mają siódmą najbardziej efektywną ofensywę mimo zaledwie 24 miejsca, jeśli chodzi o tempo gry (pace 98.18).


Dodatkowo Paul przez cały mecz dba, żeby jego partnerzy byli w odpowiednim rytmie rzutowym i konsekwentnie dostarcza im piłkę w ich ulubione miejsca na boisku. Jednak gdy przychodzi do decydujących momentów, zwykle sam bierze na siebie odpowiedzialność za wynik, oddając decydujące rzuty. Chociażby w poprzednim sezonie był zdecydowanie najlepiej punktującym graczem w 4 kwartach spotkań w tzw. clutch time, czyli w ostatnich 5 minutach meczów, gdy żadna z ekip nie ma większej przewagi niż 5 punktów. Doskonale obrazuje nam to, jak odporny psychicznie jest to zawodnik i że gdyby tylko chciał, mógłby spokojnie zdobywać po 30 punktów w meczu, ale doskonale wie, że niekoniecznie byłaby to ścieżka do zwycięstw dla jego drużyn.


Możemy dorzucić jeszcze jedną ciekawą statystykę. Mianowice Paul zdobywa w karierze średnio 27.8 punktów w przeliczeniu na 36 minut w „clutch time”, a jest to więcej niż Durant, Lillard czy Wade, którzy znani są z zimnej krwi w końcówkach.


Kolejnym wybitnym, może mało widocznym na pierwszy rzut oka, elementem gry w jego wykonaniu jest defensywa. Mimo niezbyt imponujących warunków fizycznych Paul był wybierany aż dziewięciokrotnie do pierwszej lub drugiej najlepszej piątki obrońców w lidze! To musi robić wrażenie i obrazuje nam, jak bardzo zależy mu na wygrywaniu za wszelką cenę, a nie na nabijaniu statystyk. Zazwyczaj Paul potrafi zdominować swojego przeciwnika na pozycji rozgrywającego właśnie dzięki swoim umiejętnościom defensywnym. Dodajmy, że sześciokrotnie wygrywał klasyfikację przechwytów w NBA, co również świadczy o jego wybitnym IQ i przewidywaniu wydarzeń na boisku.


Jednak jego głównych atutów nie da się zmierzyć samymi statystykami i liczbami. Nawet najbardziej zaawansowane dane nie pokażą, czy ktoś rozumie grę i umie przewidywać ruchy przeciwnika. A to właśnie niezwykle wysoka inteligencja boiskowa czyni z Paula tak wyjątkowego zawodnika.


Pechowe playoffs


Mimo tak wielu lat gry na niezwykle równym i wysokim poziomie kibice i analitycy sportowi często zarzucają Paulowi brak sukcesów w playoffs. Po części jest to prawda, bo zaledwie raz w karierze udało mu się awansować do finałów konferencji. Jednak musimy przyjrzeć się nieco dokładniej, w jakich warunkach jego zespoły odpadały z rywalizacji i jak dużo dla nich znaczył.


W czasach gry dla Hornets Paul zdołał praktycznie w pojedynkę doprowadzić do 7 meczowej serii w półfinale konferencji z broniącymi tytułu Spurs. Obie drużyny dzieliła przepaść, jeśli chodzi o jakość graczy, a mimo wszystko Szerszenie pod wodzą Chrisa potrafiły nawiązać niezwykle wyrównaną walkę z ekipą Popovicha. Podobna sytuacja miała miejsce 2 lata później, gdy w pierwszej rundzie mierzyli się z aktualnymi mistrzami, czyli ekipą Lakers. Mimo dużej dysproporcji talentu Szerszenie potrafiły sprawić ogromne problemy Jeziorowcom i udało im się wygrać dwa spotkania.


Podczas swojej kariery w Clippers praktycznie, co roku w playoffs z gry wypadał Blake Griffin lub sam Paul łapał kontuzje uniemożliwiającą mu grę. Chociażby w 2015 w pierwszej rundzie Clippers wyeliminowali Spurs po rzucie na zwycięstwo Paula w game 7. Niestety w tym spotkaniu nabawił się kontuzji uda, która wykluczyła go z pierwszych dwóch spotkań w następnej rundzie, a w kolejnych spotkaniach mocno go ograniczała, co poskutkowało porażką z Rockets mimo prowadzenia 3-1 w serii.


W kolejnym sezonie przy stanie 2-0 dla Clippers zarówno Griffin, jak i Paul doznali urazów eliminujących ich z dalszych spotkań, dzięki czemu Blazers wygrali kolejne 4 mecze i wyeliminowali zespół z Los Angeles. Dodajmy, że podczas tych dwóch sezonów to były prawdopodobnie najlepsze ekipy Clippers z Paulem i Griffinem w składzie, ale niestety mieli potwornego pecha.


Najsłynniejszy uraz Paula miał miejsce podczas jego gry w Rockets. Houston prowadziło z naszpikowanymi gwiazdami Warriors 3-2 i było o krok od awansu do wielkiego finału NBA. Jednak Paul nabawił się kontuzji mięśnia dwugłowego i nie zagrał w decydujących meczach 6 i 7, w których ostatecznie triumfowali Wojownicy. Możemy tylko gdybać, jaki wynik byłby w tych spotkaniach ze zdrowym Paulem (oczywiście Rockets mogli i tak wygrać mecz nr 7, ale nie trafili 27 rzutów trzypunktowych z rzędu, a mimo to przegrali minimalnie!).

W końcu uda się zdobyć pierścień?


Oczywiście braku mistrzostwa nie możemy zwalać tylko na karb kontuzji i nieszczęśliwych wypadków. Chociaż muszę podkreślić, że oprócz pierwszego sezonu w barwach Rockets zespoły Paula nigdy nie były brane pod uwagę jako główni kandydaci do mistrzostwa. To był praktycznie jedyny sezon w jego karierze, gdzie grał dla murowanego faworyta do wygrania ligi i gdyby nie ta pechowa kontuzja prawdopodobnie Rockets udałoby się osiągnąć ten cel.


Pozostałe ekipy w jego karierze były notowane tak wysoko tylko dzięki temu, że to właśnie jego obecność w składzie dawała im szansę na rywalizowanie z najlepszymi zespołami, mimo że sam nigdy nie miał na tyle kompetentnych partnerów, aby realnie włączyć się do walki o mistrzostwo ligi. W moim odczuciu nawet najlepsze ekipy Clippers były zbyt ograniczone, żeby realnie myśleć o zdobyciu mistrzostwa. Blake Griffin nigdy nie spełniał kryteriów pierwszej opcji zespołu walczącego o pierścień.


Dlatego uważam, że musimy docenić klasę Paula. Jego niesamowity talent oraz koszykarskie IQ uczyniły z niego jednego z najlepszych rozgrywających w historii. Mimo że na ten moment nie zdobył upragnionego mistrzostwa, nie możemy podawać tego jako argumentu dyskredytującego jego osiągnięcia. Od pierwszego sezonu w lidze „Point God” czynił swoje drużyny lepszymi. Dodajmy również, że całą karierę grał po zachodniej części NBA, co bez wątpienia również nie pomagało mu w awansie do finału ligi.


Ten sezon może być w końcu tym upragnionym w jego karierze. Aktualnie Suns grają świetną koszykówkę i wydają się najbardziej kompletnym zespołem w karierze Chrisa. Paul dodał im wiele spokoju i doświadczenia, dzięki którym uwypuklają się najlepsze cechy jego kolegów. Praktycznie każdy z nich uczynił postęp sportowy w porównaniu do poprzedniego sezonu. Osobiście bardzo kibicuję, aby tym razem zdrowie dopisało całej drużynie Paula, bo wydaje się, że to może być najlepsza okazja, aby zdobył upragniony pierścień.

Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
za 3