Czas autorytetów

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
Stephen Maturen/Getty Images

Czarnoskórzy zawodnicy NBA, czy chcą, czy nie, od kilkudziesięciu lat piastują rolę przedstawicieli całej Afroamerykańskiej społeczności. Podobnie jak raperzy, są żywymi dowodami na to, że chłopak z biednej dzielnicy także może dojść do wielkich pieniędzy.

Od czasu do czasu przychodzą momenty, kiedy za swój status materialny i społeczny, przychodzi im zapłacić. Nie pieniędzmi, a wizerunkiem, opowiedzeniem się po stronie ,,swoich” w tematach, które niejednokrotnie dzielą Amerykę na pół.

Takim tematem od lat niezmiennie pozostaje rasizm. Kareem Abdul-Jabbar powiedział ostatnio, że rasizm ,,jest jak pył w powietrzu. Nie widać go, nawet jeśli się nim dusisz, dopóki nie zaświeci słońce. Wtedy zauważasz, że jest wszędzie.” Nie ma już tej samej twarzy, co kiedyś. Widocznego podziału na ulicach, w autobusach, szkołach. Ale ze świadomości społeczeństwa, tak bardzo uprzedzonego wobec ,,obcych”  (pod tym względem wcale się od Amerykanów nie różnimy), większości poglądów w ciągu kilkudziesięciu lat pozbyć się nie da. Zwłaszcza, jeśli niektóre z nich mają poparcie w faktach.

Nie jest tajemnicą, że najwięcej przestępstw popełnia się w dzielnicach biedy. Status ekonomiczny danego regionu, a współczynnik popełnianych tam przestępstw, niemal zawsze będzie ze sobą ściśle powiązany. Nie jest również tajemnicą, że w większości wielokulturowych krajów, bieda ma ciemne kolory. W Brazylii, RPA, USA – wszędzie tam, gdzie biali byli, lub są klasą wyższą (np. latyfundyści w Brazylii), czarni zostali zepchnięci na margines. Zamieszkali w Compton, Soweto, w fawelach otaczających Rio De Janeiro, czy Sao Paulo. Często pozostawieni sami sobie – państwo nie wtrącało się w ich sprawy, nie dbało o nich. Jako, że natura nie znosi próżni, ktoś musiał pełnić rolę ,,głowy rodziny” – i tak w niemal każdej biednej dzielnicy nowego (,,lepszego”) świata, teoretycznie bez niewolnictwa i podziałów społecznych, zaczęły rządzić gangi, mafie, organizacje paramilitarne – w zależności od kraju.

Czytaj także: 3 zawodników NBA z gangsterską przeszłością

Wraz z nimi – szansa na lepsze życie. Pojawiły się narkotyki – nowe, tańsze, bardziej uzależniające, szybciej zabijające, zalewające miasta na obu półkulach. Ci, którzy parali się ich sprzedawaniem, szybko zarabiali ogromne sumy pieniędzy, zwłaszcza jak na warunki, w jakich przyszło im się wychowywać.  Dzieciaki miały więc porównanie – z jednej strony ojciec, skazany na łaskę państwa, pobierający marny zasiłek, lub zarabiający uczciwie na chleb, z drugiej – kolega z sąsiedztwa, który w dzień zarabia miesięczną pensję przeciętnego mieszkańca biednej dzielnicy. Ceną za takie życie była lojalność wobec ludzi, którym zależało, aby wśród społeczeństwa zapanowało jedno uczucie – strach.

Strach przed przemocą i brakiem sprawiedliwości, którego przecież nie wymierzy państwo. To, kojarzyło się głównie z najazdami policji, a więc z kolejną dawką przemocy i poniżeniem ze strony mundurowych, którzy niejednokrotnie także czerpali zyski z nielegalnych procederów. I tak przez lata. Kilka, kilkanaście. Aż pierwsze pokolenie dorosło w tych warunkach, które stały się dla niego jedyną znaną rzeczywistością. Rzeczywistością bez marzeń, planów. Raczej egzystencją z dnia na dzień, wśród przemocy, narkotyków, śmierci. Przytoczyć można choćby wers Kendricka, który w kawałku M.A.A.D. City prowokował słuchacza pytaniem, czy zmieniłby o nim zdanie, gdyby wiedział, że sam brał udział w tym przestępczym procederze:

If I told you I killed a nigga at 16, would you believe me?

Or see me to be innocent Kendrick that you seen in the street

With a basketball and some Now & Laters to eat

If I mentioned all of my skeletons, would you jump in the seat?

Would you say my intelligence now is great relief?

And it's safe to say that our next generation maybe can sleep

With dreams of being a lawyer or doctor

Instead of boy with a chopper that hold the cul de sac hostage

I tak, jeśli coś trwa i trwa, ciężkie warunki zmieniają się w rzeczywistość, a ta w końcu staje się systemem, którego nie sposób zwalczyć.  Wśród ludzi panuje więc gniew, poczucie niesprawiedliwości i chęć zmiany. Wbrew pozorom, to, co dzieje się dziś w USA nie dotyczy tylko tych prawie już 70 miast, w których toczą się zamieszki. To obraz naszego świata, w którym biedni, którzy są coraz biedniejsi (zgadnijcie kto poniesie największe straty w wyniku globalnego kryzysu wywołanego przez pandemię?), idą po swoje. Najlepiej znanym sobie sposobem – przemocą.

Łatwo dziś przytoczyć nam, siedząc w domu na kanapie, statystyki na temat tego, że to czarni zabijają w USA najwięcej osób. Albo napisać, że ,,są nierobami”, którzy tylko czekają na kolejny protest, żeby trafił im się nowy telewizor. Nie uznaję uogólnień i wrzucania wszystkich do jednego worka, dlatego szczerze zachęcam, do zapoznania się z genezą każdego społecznego zachowania. Nie do oceny.

No i dobra, powiecie, to dlaczego oglądamy 20-letnich chłopaków ubranych w ciuchy Jordana, którzy malują sprayem pomnik Kościuszki – jednej z kluczowych postaci w walce z niewolnictwem? Dlaczego protest pod tytułem Black Lives Matter zmienił się w plądrowanie sklepów Nike i Apple’a? Przecież dziś ich sytuacja jest dużo lepsza, niż przed laty, a poprawność polityczna, zwłaszcza ta amerykańska, sprawia, że można nawet odnieść wrażenie, że są niejako uprzywilejowani, jakby państwo i media chciały im zadośćuczynić wszystkie te lata, w których ich losy nie obchodziły nikogo. Dla takich zachowań nie ma usprawiedliwienia. Ale też nie można pozwolić na to, by przyćmiły one powód, dla którego ludzie wyszli na ulice.

Bez względu na to, czy za całym tym chaosem stoją organizacje, którym jest to na rękę, czy gniew i chciwość ludzi osiągnęły już takie rozmiary, dochodzimy tu do miejsca, od którego zacząłem tekst – roli autorytetów, w tym zawodników NBA.

Jaylen Brown leads peaceful march during Atlanta protests ...
Jaylen Brown

Jaylen Brown i Malcolm Brogdon przemawiali ostatnio na marszu w Georgii. Trae Young w Oklahomie. Zawodnicy Celtics, Bucks i Hawks mają odpowiednio 23, 27 i 21 lat. Oto, jak bardzo społeczeństwo Afroamerykanów potrzebuje autorytetów. Stephen Jackson, były gwiazdor NBA, bliski przyjaciel George’a Floyda, który stał się jednym z głosów Black Lives Matter, powiedział wczoraj:

,,Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że otrzymam taką rolę, że tak wielu ludzi będzie czekało na to, co mam do powiedzenia i co dalej z tym robimy. Nie prosiłem o taką rolę, ale ją przyjąłem.”

Get All These Mother-ers In Jail": Former NBA Champion Stephen ...
Stephen Jackson

Michael Jordan swego czasu nie opowiedział się za czarnym kandydatem politycznym w Północnej Karolinie i do dziś wypomina mu się jego słowa. Joe Louis, jeden z największych bokserów w historii, był krytykowany wśród Afroamerykanów za zachęcanie do wstąpienia do armii. Muhammadowi Aliemu odebrano pasy mistrzowskie i nałożono na niego 3-letni zakaz występów w ringu, za odmowę wyjazdu na wojnę w Wietnamie. Czarna i muzułmańska społeczność go pokochała. Kiedy twoja skóra jest ciemniejsza i odniesiesz sukces – po prostu musisz opowiedzieć się po którejś ze stron. W momencie, w którym twoja twarz trafia na ekran telewizora lub pierwsze strony gazet, stajesz się żywym dowodem na to, że można i inspiracją dla milionów dzieci z takich dzielnic, jak twoja. Wystarczy jedno źle dobrane słowo, żeby ta inspiracja zmieniła się w pogardę.

50 years ago this week Muhammad Ali refused the draft in Houston
Muhammad Ali

Dlatego dziś Jordan, zamiast odciąć się od sprawy, wydaje oświadczenie. Z tego powodu Colin Kaepernick, dla jednych jest uosobieniem odwagi i walki o swoje przekonania, a dla innych podżegaczem do takich buntów, jak ten, któremu dziś się przyglądamy. Niech nie zdziwi Was fakt, że niemal każdy zawodnik NBA stara się dziś zakończyć ten konflikt i namawia do pojednania. W takich sytuacjach, autorytet ,,swoich” ludzi znaczy dla społeczeństwa dużo więcej niż to, co mówią politycy. Nawet, jeśli ci ludzie dopiero co skończyli 20. rok życia.

W ramach podsumowania polecam wypowiedź Killera Mike'a - otwartą krytykę tych, którzy niszczą cudze mienie, ale i wezwania do odpowiedzialności polityków i państwo. Nic z obecnych wydarzeń nie jest przypadkiem - całe to napięcie narasta od wielu lat.

A dodatkowo, w ramach ciekawostki, nowy spot marki Nike, która z tej okazji zmieniła swój słynny slogan Just Do It, na Don't Do It.

*nie jestem z wykształcenia socjologiem, ani też nie studiowałem historii Ameryki. Moja wiedza opiera się na książkach i artykułach przeczytanych w ostatnich latach. Jeśli zauważyłeś/aś jakiś błąd merytoryczny, będę wdzięczny za sprostowanie.

Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
za 3