Jak to się stało?! Przegrana z Chinami na własne życzenie

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
FIBA

Polacy kontrolowali całe spotkanie z Chinami, jednak spudłowali cztery rzuty na zwycięstwo. Nie zdecydowali się na wjazdy pod kosz i skończenie meczu w dwóch akcjach. Chińczycy to wykorzystali i wygrali to spotkanie 21:19.

Polacy bardzo szybko rozpoczęli mecz. Przemysław Zamojski bez większych problemów wbił się pod kosz, otwierając wynik spotkania. Biało-czerwoni od początku mieli spory problem z upilnowaniem mierzącego 210 centymetrów zawodnika z Chin, przez co w ciągu 90 sekund czterokrotnie go faulowali. Na całe szczęście podopieczni Piotra Renkiela byli bardzo dobrze dysponowani na obwodzie i po dwóch minutach gry prowadzili 6:3.

Polacy dominowali na boisku i w końcu znaleźli też odpowiedź na podkoszowego z Chin. Michael Hicks i Przemysław Zamojski gdy tylko byli kryci przez wyższego od siebie zawodnika, grali akcje indywidualne, które okazywały się skuteczne. Na cztery minuty do końca biało-czerwonym przydarzył się jednak przestój, który przerwał Szymon Rduch trafiając za dwa. Polacy wyszli na prowadzenie 11:7.

Chińczycy wciąż wymuszali jednak sporo przewinień pod koszem, co skutkowało rzutami wolnymi. Mimo dobrej gry i przede wszystkim zespołowej gry, podobnie jak w spotkaniu z Serbami, zaczęło nam brakować skuteczności. Ekipa z Azji Wschodniej zaczęła nadrabiać straty mimo, że w ogóle nie rzucała z obwodu. Polacy wzięli wówczas czas, który zażegnał spory kryzys. Od razu bowiem punkty z półdystansu zdobył Przemysław Zamojski.

Polacy prowadzili 17:15 i ponownie niezwykle ważny rzut trafił Paweł Pawłowski, którego dyspozycja w kluczowym momentach meczu na tym turnieju jest fantastyczna. Niestety na ostatnie minuty doświadczony koszykarz usiadł na ławce, a Chińczycy na 50 sekund do końca meczu wyrównali. Mieliśmy wówczas remis 19:19. Niestety nierzucający przez cały mecz z obwodu Chińczycy w końcu zdecydowali się na rzut za dwa i triumfowali 21:19.

Biało-czerwoni mieli zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, jednak w ostatnich minutach każdy z zawodników przebywających na parkiecie postawił na indywidualność, a nie grę zespołową, którą ten mecz dominowaliśmy. Zdecydowanie zabrakło też na parkiecie Pawła Pawłowskiego, który w tym turnieju jest liderem drużyny. I to nie tylko jeśli chodzi o dyspozycję z obwodu.

Kolejny mecz Polacy rozegrają z Holandią, która uległa dziś po dogrywce Belgii. Początek meczu o 15:25.

Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
pewniaczki