Medytacja zrobi z Ciebie mistrza NBA

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
Zhong Zhi/Getty Images

Zastanawialiście się kiedyś jak oni to robią, że w decydującym momencie meczu zachowują zimną krew? Same umiejętności i pamięć mięśniowa nie wystarczą. Trzeba mieć w sobie luz, na który jest jeden, niezawodny sposób.

LeBron James przyznał w grudniowym wywiadzie z Davem McMenaminem z ESPN, że kiedy mecz wkracza w decydującą fazę, potrzebuje minuty-dwóch, by usiąść na ławce w trakcie przerwy, zamknąć oczy i odciąć się od wszystkiego. Mówiąc wprost – szybka medytacja, której James przypisuje ogromne zasługi w życiu i karierze.

Chicago Bulls i Los Angeles Lakers, prowadzeni przez Phila Jacksona, mieli ze sobą wiele wspólnego. Przede wszystkim – odnosili ogromne sukcesy i do dziś pozostają ostatnimi drużynami, którym udało się sięgnąć po trzy mistrzostwa z rzędu. Jak tego dokonali? Legendarny trener, Tex Winter, zaszczepił w nich ofensywę trójkątów, sprawdzającą się idealnie, kiedy w drużynie jest kilka gwiazd, a reszta potrafi skupić się na swoich zadaniach i posiada bardzo wysokie koszykarskie IQ. Po drugie – grały wielkie nazwiska. Jordan, Pippen, Rodman, Bryant, O’Neal.

Jednak zarówno wcześniej, jak i później, drużyn z wielkimi nazwiskami i teoretycznie niezawodną taktyką było sporo. Kluczem do sukcesu w przypadku drużyn Jacksona było poczucie jedności i spokój wewnętrzny, jaki przez lata starał się wpoić swoim zawodnikom. Niejednokrotnie, zamiast treningów w hali, Jackson po prostu sadzał ich obok siebie i przekazywał wiedzę na temat mindfulness (uważności), między innymi po to, by w trakcie meczu wziąć timeout i przywołać w nich poczucie spokoju, praktykowane wcześniej w cichym pomieszczeniu.

Efekt?

Bieg donikąd

Wielozadaniowość stała się w dzisiejszym świecie cechą pożądaną. Każdy z nas chce robić wiele rzeczy naraz, najlepiej bezbłędnie. Dlaczego nie, w końcu technologia obdarzyła nas urządzeniami, programami i aplikacjami, dzięki którym możemy pracować, rozmawiać, oglądać, słuchać – wszystko w tym samym momencie.

Jak sami pewnie wiecie z własnego doświadczenia, próby dokonania tego najczęściej kończą się jednak roztrzepaniem, niedopilnowaniem obowiązków, a co za tym idzie – stresem. Stresem, w wyniku którego, jak przeczytać możemy w raporcie "Odporność psychiczna pracowników. Emocje i biznes", w samym tylko 2018 roku wypisano w Polsce prawie 20 milionów zwolnień lekarskich. To więcej niż przez choroby nowotworowe, choroby układu krążenia, czy układu trawiennego. A przecież i te mogą być skutkiem nadmiernego stresu.

Jak zatrzymać się w pędzącym świecie i zamiast na okrągło się martwić, czerpać z niego radość? I co ma do tego NBA? Już spieszę z odpowiedzią. W międzyczasie jeszcze tylko szybkie wyjaśnienie.

Czym jest mindfulness?

Definicję słownikową możecie sprawdzić sobie w Google i na setkach blogów, portali i filmów poświęconych temu tematowi. Ja opowiem o tym krótko – na pewno masz jakieś wspomnienie, które przywołuje w tobie szczęście, pamiętasz jak się wtedy czułeś/aś, nic z zewnątrz Cię nie absorbowało, po prostu cieszyłeś/aś się chwilą. I w drugą stronę – czekałeś/aś na jakieś wydarzenie – koncert, mecz, spotkanie, a jak przyszło co do czego, nie potrafiłeś/aś się z niego cieszyć, bo jakieś myśli, obawy, zajmowały twoją głowę.

I chociaż szczęścia nie można wyćwiczyć, to warunki, które mu sprzyjają, już tak. Niezbędne do tego jest skupienie na danej chwili. Bez analizowania, uprzedzeń, po prostu przyjmowanie sytuacji takiej, jaka jest. Na końcu tekstu przytaczam kilka sposobów na to jak wyćwiczyć tę umiejętność – a wierzcie mi, potrzeba do tego sporo godzin treningu. Kiedy jednak po raz pierwszy poczujecie efekt, będziecie wiedzieli, że warto. Teraz lecimy dalej.

Uważność wrogiem hejterów

Damian Lillard powiedział swego czasu:

I trudno nie przyznać mu racji. Jeśli jednak klub wydaje na ciebie kilkadziesiąt milionów dolarów w ciągu roku, a ty nie trafiasz prostego rzutu, nie spodziewaj się miłego przywitania na lotnisku. Ani pochlebnych komentarzy na Facebooku. Zamiast tego, poleci w Twoją stronę mnóstwo hejtu – ze strony dziennikarzy, internautów, ludzi na ulicy. Jako profesjonalny sportowiec musisz radzić sobie z presją na dwóch polach – na boisku i w życiu prywatnym. Słyszeliście o depresji Justyny Kowalczyk? Michaela Phelpsa? DeMara DeRozana? A przecież osiągnęli wszystko, o czym marzy każdy początkujący sportowiec. Ani sukces, ani pieniądze, ani liczba fanów nie są jednak miarą szczęścia. Dużo większe znaczenie ma porządek w naszej głowie. A jeśli może on zapanować w głowie LeBrona Jamesa, którego poczynania w mediach społecznościowych śledzą i komentują setki milionów ludzi, którego koszulki swego czasu palono na ulicach Cleveland i który po Finałach 2011 nazywany był największym nieudacznikiem w NBA – to może i w twojej.

We wspomnianym wcześniej wywiadzie, James przyznał, że po przegranych Finałach 2011 i fali nienawiści, z jaką się spotkał, stracił swoją miłość do koszykówki. Ten sam gość, który 8 lat wcześniej wchodził do ligi jako 18-latek, w którym wielu widziało materiał na nowego Michaela Jordana, miał już dosyć gry, presji, fanów. Ludzie zrobili z niego wroga i jak sam dziś przyznaje, zaczął się tak zachowywać. Grał ze złością, z nastawieniem, które nigdy wcześniej nie towarzyszyło mu na boisku. I choć fizycznie był koszykarzem kompletnym, do pełni szczęścia brakowało mu jednego - umiejętności odcięcia się od świata zewnętrznego.

Dziś, 3 mistrzostwa i 3 tytuły MVP Finałów później, LeBron James wygląda na bardziej szczęśliwego niż kiedykolwiek. Produkuje własne programy telewizyjne (jeden z nich - The Wall, zagościł w polskiej wersji na antenie TVP) i filmy (Kosmiczny Mecz 2), otworzył szkołę, radzi sobie znakomicie na wielu różnych płaszczyznach. W międzyczasie współpracuje z twórcami aplikacji Calm, pomagającej w medytacji, ale także m.in. kontrolowaniu snu. Nie ma wątpliwości, że skupienie i poukładanie myśli to umiejętność, którą należy ćwiczyć regularnie, a efekty przerosną nasze oczekiwania. My widzimy te efekty na własne oczy. Choć w ciągu ostatnich 9 lat odniósł wiele sukcesów, zaliczył też kilka upadków, przegranych spotkań, kontuzji, czy wreszcie rozczarowujący sezon 2018/2019, pierwszy w barwach Los Angeles Lakers, w którym po raz pierwszy od 2005 roku nie awansował do fazy play offs.

A mimo tego, jego wypowiedzi w mediach, podejście do krytyki, a co za tym idzie – sam odbiór jego osoby przez fanów, diametralnie różniły się od tego, co prezentował wcześniej. Zasługi przypisuje pracy nad zdrowiem mentalnym.

Nic dziwnego, że były trener Michaela Jordana i śp. Kobe Bryanta, Phil Jackson, właśnie na ten aspekt sportu i życia kładł największy nacisk na treningach.

Mistrz Zen

Nie bez powodu właśnie taki przydomek towarzyszył Jacksonowi podczas jego kariery trenerskiej. Kiedy zaczynał swoją przygodę z trenowaniem w latach 70-tych, traktowany był jako dziwak, który z resztą otwarcie przyznawał się do eksperymentowania z psychodelikami. W lidze pełnej twardzieli, w której nomen omen rządziła wtedy inna używka – kokaina,  skazywany był na pożarcie. A jednak, jego indywidualne podejście do każdego z zawodników i szczególne zwracanie uwagi na relacje międzyludzkie, w połączeniu z ogromną wiedzą o koszykówce i fachowcami najwyższej klasy wśród asystentów, sprawiło, że w ciągu 30 kolejnych lat stał się najbardziej utytułowanym trenerem w historii NBA.

Jak przekonywał kolejnych koszykarzy, pochodzących niejednokrotnie z najniebezpieczniejszych osiedli w Stanach, by praktykowali z nim mindfulness? Pomagał mu w tym spec od medytacji, George Mumford (polecam wywiady z tym panem), oraz podejście, o którym Jackson opowiadał w programie The Oprah Winfrey Show:

,,Większość chłopaków pochodziła z bardzo religijnych rodzin, podobnie z resztą jak ja, musiałem więc uważać, żeby wartości, które chcę w nich zaszczepić, nie kłóciły się z ich przekonaniami. Mówiłem, że tak samo, jak wyciskaliśmy ciężary na siłowni, by zwiększyć siłę fizyczną, musimy pracować nad tym, by zwiększyć siłę mentalną. Pomoże nam się to skupić i nadawać na wspólnych falach, kiedy zajdzie taka potrzeba. Kiedy schodzisz z parkietu, zdenerwował cię sędzia, rzeczy nie idą tak jak powinny, siadasz na ławce i resetujesz umysł – skupiając się na tej chwili, po prostu zbierając się do kupy. Więc ćwiczyliśmy. Siedzieliśmy, medytowaliśmy, ćwiczyliśmy cały proces w trakcie okresu przygotowawczego, a później w dniu meczu.”

To nie wszystko – Phil zauważył, że w trakcie treningów zawodnicy czasami za bardzo skupiają się na pojedynkach słownych, raz po raz organizował więc treningi, w trakcie których panowała absolutna cisza. Innym razem wręczał każdemu z nich książkę, która według niego, idealnie pasowała do osobowości danego gracza. I tak Shaquille O’Neal otrzymał pewnego razu lekturę autorstwa Friedricha Nietzsche – którego uznawano zarówno za szaleńca, jak i geniusza – podobnie, choć może nie w takim stopniu, jak legendarnego już centra Lakers.

Właśnie takie podejście zaszczepiło w zawodnikach pewność siebie i umiejętność koncentracji w najważniejszych momentach. Efekty oglądaliśmy przez wiele lat w wykonaniu najwybitniejszych przedstawicieli tego sportu, którzy pod rządami innych trenerów niejednokrotnie marnowali swój potencjał.

Kiedy w 2016 roku, jako Prezydent New York Knicks, Jackson praktykował sztukę mindfulness z nowym pokoleniem zawodników, nie spotkał się z takim samym zainteresowaniem, ale tez nie przebywał z drużyną tak często jak w czasach kariery trenerskiej. Derrick Rose i Carmelo Anthony otwarcie przyznawali w wywiadach, że stała się to dla nich ważna praktyka. Inni, jak Courtney Lee, lekceważąco odmawiali odpowiedzi, kiedy Mike Vorkunov, dziennikarz New York Timesa, poruszał ten temat.  Nic dziwnego, że ówcześni Knicks byli do bani, ale na temat problemów tej organizacji moglibyśmy napisać tu jeszcze kilkaset wersów.

Nie gram w NBA – po co mi medytacja?

Jak się domyślacie albo nie, trochę nakłamałem w tytule żeby wygenerować więcej kliknięć. Mistrza NBA  z Ciebie nie zrobi, ale jeśli Michael Jordan w jakimś stopniu dzięki niej trafił choć jeden ze swoich 23 zwycięskich rzutów, to i Ty możesz wykorzystać tę praktykę w codziennym życiu.

Umiejętność przebywania ze samym sobą to dziś wyjątkowa rzadkość. Żyjemy w świecie ekstrawertyków, gdzie wszystko musi być powiedziane na głos – pokora i skromność w całym tym hałasie giną. A jednocześnie, kiedy przychodzi do stresującej sytuacji, to ci, którzy potrafią zachować w niej zimną krew, są najbardziej podziwiani. Jak wypracować w sobie tę umiejętność i cieszyć się spokojem ducha w dowolnym momencie?

- Zacznij od zrobienia sobie przerwy od wszelkich urządzeń elektronicznych. To one domagają się naszej uwagi 24 godziny na dobę. Słyszałeś/Aś o FOMO? Poczytaj – jeśli często korzystasz z Internetu, prawdopodobnie, jak większość z nas, cierpisz na tę dolegliwość. Po powrocie z pracy/szkoły, daj sobie godzinę na odpoczynek od smartfona, telewizora i laptopa. Usiądź, zanotuj coś, poruszaj się. Po prostu przez godzinę zamknij się na świat – mała szansa, że w jej trakcie wydarzy się na  tej planecie coś przełomowego.

- Raz dziennie, na 10 minut, odpal na słuchawkach medytację prowadzoną. Po prostu przestań myśleć o czymkolwiek i słuchaj głosu, który poprowadzi Cię dalej i pozwoli ci się zrelaksować. Polecam Małgosię Mostowską, ale autorów na samym YT jest tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie.

- Używaj umysłu, kiedy to potrzebne. To potężne narzędzie, które analizuje i przetwarza informacje na okrągło. Jeśli nie nauczysz się go wyłączać, będziesz zaabsorbowany/a myślami i nie dostrzeżesz wielu istotnych rzeczy wokół siebie.

- Skup się na jednej rzeczy naraz. Jedząc śniadanie, nie myśl o pracy, tylko o smaku swojego posiłku. Czytając ten tekst, nie sprawdzaj wiadomości na messengerze. I tak dalej.

I tak z tekstu o NBA zrobiłem mini poradnik jakby żywcem wyjęty z bloga. Mam nadzieję, że Was to nie odstraszyło, weźmiecie przykład z LeBrona i Michaela i pozwolicie sobie na chwilę ze samym/samą sobą.

Będzie fajnie.

Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
za 3