Milwaukee Bucks mistrzem NBA!

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
AP Photo

Giannis Antetokounmpo rozegrał jeden z najlepszych meczów w historii finałów i pomógł swojej drużynie pokonać 4-2 Phoenix Suns, a to oznacza, że Milwaukee Bucks po 50 latach od ostatniego tytułu, sięgnęli po kolejny - swój drugi w historii. 


Tuż przed meczem odrobinę zaskakującą informacją była ta dotycząca składu sędziowskiego. Głównym arbitrem spotkania numer sześć został Scott Foster - ten sam, którego klątwa wisi nad Chrisem Paulem, więc nie były to najlepsze wieści dla lidera Phoenix Suns. Paul seryjnie przegrywał w play-offach mecze prowadzone przez Fostera. W trakcie pierwszych pięciu minut meczu oba zespoły popełniły siedem strat - jeden z najgorszych startów nie tylko w tej serii, ale całych play-offach. 


Jednak to Bucks szybciej wygrzebali się ze swoich problemów. Gdy Suns trafiali na skuteczności 2/10 z gry, to gospodarze po trójce Khrisa Middletona wyszli na prowadzenie 15:7. W grze Suns brakowało skuteczności DeAndre Aytona. Wysoki zaczął mecz od 1/6 z gry i nie był w stanie stworzyć przewagi, jaką tworzył wcześniej w trakcie tej serii. Po pierwszej kwarcie goście przegrywali różnicą 13 punktów (16:29), ale drugie 12 minut otworzyli runem 8:0, a po punktach Chrisa Paula doprowadzili do remisu (33:33) i wszystko zaczęło się od nowa. 


Gospodarze na tamtym etapie sprawiali wrażenie odrobinę zmęczonych intensywnością gry. Suns natomiast zaczęli znacznie lepiej wykorzystywać grę w pick-and-rollach i otworzyli sobie dodatkowe miejsce, którego brakowało im w trzech poprzednich spotkaniach. Run 19:4 pozwolił graczom Monty’ego Williamsa objąć prowadzenie. Bucks natomiast utrzymywał w grze Giannis Antetokounmpo, choć to Suns na przerwę schodzili z 5-punktowym prowadzeniem. 


W momencie, w którym Milwaukee miało problem z organizacją swojej gry w ataku, Antetokounmpo postanowił wziąć drużynę na własne barki i przeprowadzić ją przez kryzysowy moment. W trzeciej kwarcie Grek całkowicie zdominował środek pola, zarówno w obronie, jak i w ataku. Samodzielnie przywrócił Bucks na prowadzenie trafiając 17 z 19 rzutów wolnych, co było tzw. aberracją, bowiem takie liczby zdarzają mu się bardzo rzadko. “Man on a mission”, ale ten mecz najlepsze miał nam dopiero dostarczyć. 


Finałowe 12 minut ekipy rozpoczynały z remisem 77:77. Wszystko zatem sprowadziło się do tej jednej kwarty. Trudno było powstrzymać nerwy, parkiet był rozpalony do czerwoności, Suns rozpoczynali walkę o swoje życie. Mieliśmy tylko nadzieję, że całemu widowisku nie przeszkodzą sędziowie. Wsad Giannisa na 6 minut przed końcem dał jego drużynie 6-punktowe prowadzenie, wcześniej CP3 zanotował kosztowną stratę. Czas powoli dobiegał końca, a Suns nie byli już tą samą drużyną, co w drugiej kwarcie, gdy potrafili stworzyć przewagę w akcjach pozycyjnych. 


Od tego momentu każde kolejne posiadanie znaczyło więcej niż wszystkie posiadania, które doprowadziły obie drużyny do tego momentu sezonu. Wszystko jednak wskazywało na to, że Suns ostatecznie nie znajdą odpowiedzi na fenomenalnego tej nocy Giannisa Antetokounmpo. Na 1:14 przed końcem Jae Crowder stanął na linii wolnych i zredukował stratę do 4 punktów (96:100), ale w kolejnym posiadaniu wielkim rzutem z półdystansu odpowiedział Middleton i Suns musieli poprosić o przerwę na żądanie. 


Jednak w najważniejszym momencie rywalizacji, to Bucks mieli liderów gotowych wziąć całe brzemię na siebie. Ci liderzy nie zawiedli. Zespół z Milwaukee został mistrzem NBA po raz drugi w swojej historii! Giannis zanotował 50 punktów, 14 zbiórek i 5 bloków i w zasadzie są to jedyne liczby, które po tej nocy powinniśmy zapamiętać. Dla Greka to pierwsze mistrzostwo w jego karierze, ale możemy się spodziewać, że na tym 26-latek się nie zatrzyma. Niczego już nie musi nikomu udowadniać. 


BUCKS - SUNS 105:98


Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
pewniaczki