MJ na ratunek NBA

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:

Który to już raz, NBA zawdzięcza coś Michaelowi Jordanowi? 

Wczorajszy dzień przypominał nam nieco 12 marca. Sezon w zawieszeniu, nikt nie wie, co dalej, poważne decyzje przed ligą, właścicielami, zawodnikami.

Tym razem nie chodziło jednak o pandemię. Tę Adam Silver, można powiedzieć, przechytrzył, sprowadzając najlepszych koszykarzy świata do zamkniętego kompleksu Walta Disneya. Ale odseparowanie zawodników od ich rodzin, za to z dostępem do mediów społecznościowych, miało też swoje negatywne skutki. Bo choć zarabiający miliony dolarów sportowcy przez kolejne miesiące mieli skupić się tylko na koszykówce, jedna rzecz wciąż odciągała ich uwagę - zamieszki na tle rasowym w całym kraju.

Choć łatwo przychodzi nam komentowanie całego zamieszania związanego z ruchem Black Lives Matter, nie da się zaprzeczyć faktom. A fakty są takie, że polityka USA zbudowana została na rasizmie, a lat, a nawet wieków, niewolnictwa, a następnie segregacji rasowej, nie da się ot tak wymazać z pamięci. Nic więc dziwnego, że kiedy cały świat wreszcie chce słuchać, Afroamerykanie nie zamierzają siedzieć cicho.

Druga sprawa, że cale to zamieszanie, stało się, niestety, częścią wielkiej machiny politycznej, związanej z nadchodzącymi w Stanach wyborami. Nie jest tajemnicą, że jedna strona polityczna korzysta na gniewie skierowanym wobec prezydenta Donalda Trumpa. Narracja mediów, np. CNN, które niegdyś było przykładem rzetelnego dziennikarstwa, przeraża swoją jednostronnością. Wydaje się, jakby w dzisiejszym świecie tylko skrajne przedstawianie wersji wydarzeń mogło przynieść efekty. Tym samym mamy do czynienia nie z przedstawianiem faktów - a bardzo dokładnie przemyślaną ich interpretacją.

Prawda, jak zawsze, leży pośrodku. Nie mają racji ci, którzy uważają, że problem rasizmu jest wyssany z palca. Nie mają też ci, którzy myślą, że w związku z całą akcją BLM, Afroamerykanom wolno dziś wszystko i w każdej sprawie z góry należy przyznać im rację. Co jednak najbardziej boli, choć tematy społeczne i polityczne są mi bliskie i pisanie o nich sprawia mi dużą przyjemność - że nadal, scrollując ten tekst, znajdujesz się na stronie o koszykówce - a ta, w ostatnich tygodniach została zdominowana przez politykę.

Wystarczyła więc iskra, którą niewątpliwie było postrzelenie Jacoba Blake'a, by zawodnicy NBA, zamknięci w ,,bańce" już od prawie dwóch miesięcy, nie wytrzymali. Jeśli widzieliście nagranie z całego zdarzenia, jego interpretację pozostawiam Wam. Środowisko NBA zinterpretowało ją jednoznacznie - zamach na życie kolejnego czarnoskórego. Tym samym byliśmy o krok od zakończenia sezonu 19/20 na dobre. A jedną z osób, które do tego nie dopuściły, był Michael Jordan.

Jedyny czarnoskóry, większościowy udziałowiec drużyny w NBA. Były zawodnik, właściciel klubu z tak zwanego ,,małego rynku", jakim jest Charlotte, a także mentor i przyjaciel gwiazd dzisiejszej NBA. Podczas, gdy w zawodnikach buzowała się krew, a losy sezonu wisiały dosłownie na nitce, włodarze klubów zwołali swoje własne spotkanie (online), w trakcie którego zastanawiali się, w jaki sposób mogą zareagować na tę sytuację. Trzeba podkreślić, że od czasu wyrzucenia z ligi Donalda Sterlinga,  właściciela Los Angeles Clippers, który ,,słynął" ze swoich rasistowskich poglądów, grono to jest bardzo przychylne zawodnikom i godzi się naprawdę na wiele.

To NBA ustala tu zasady - każdy klub tak naprawę jest jej własnością, co w praktyce oznacza, że właściciele, jak potocznie ich nazywamy, to tak naprawdę franczyzobiorcy. Tym samym to liga ustala zasady prawa i porządku, a kto działa niezgodnie z jej polityką, szybko może pożegnać się z władzą. Dziś mało kto zamierza wchodzić jej w drogę, jest to bowiem kura znosząca złote jaja.

Przykład? Grono właścicieli zgodziło się przeznaczyć w kolejnych latach aż 300 milionów dolarów na rzecz czarnych społeczności. Wielki gest - co więcej mogą więc zrobić? Wróćmy do wczorajszego spotkania. Michael powiedział wprost - to nie jest nasz czas, to czas zawodników. Zamiast mówić - słuchajmy. Kazał więc uzbroić się swoim odpowiednikom w innych miastach w cierpliwość i odezwał się do starych dobrych znajomych ze stajni Air Jordan, którzy, tak się składa, że w środowisku graczy mają wiele do powiedzenia. Jednym z nich jest Russell Westbrook, drugim - przewodniczący Związku Zawodników, Chris Paul. Z każdym z nich przeprowadził rozmowę, dzięki której zrozumiał: co chcą osiągnąć, dlaczego zastanawiają się nad zakończeniem sezonu i jakie pobudki kierowały nimi, kiedy jeden po drugim odmawiali występu we wczorajszych meczach. Michael wyraził zrozumienie i w pełni poparł ich działania, a następnie wrócił z kilkoma odpowiedziami do ,,swojego" grona.

Sam przez cały czas był za kontynuacją sezonu, podobnie jak większość właścicieli. Powód numer jeden to oczywiście pieniądze - liga już straciła niewyobrażalne kwoty w związku z pandemią. Powód numer dwa - mecze transmitowane w narodowej telewizji (i na cały świat) to nadal najlepsza platforma do komunikacji.

To niejako obrót od 180 stopni w stosunku do sytuacji, kiedy Jordan był krytykowany za to, że podczas lockoutu w 2012 roku nie chciał słuchać zawodników - był w 100% po stronie właścicieli i nie wykazywał zrozumienia w stosunku do ludzi reprezentujących stronę, której kiedyś sam był najwybitniejszym przedstawicielem. Jak widać, tak jak w przypadku wielu momentów w jego karierze - wyciągnął wnioski.

Nie jest powiedziane, że to jego działania były ostatecznym powodem, dla którego zawodnicy zdecydowali się grać. Jeśli jednak jest coś, co ma wpływ na decyzję w trudnych chwilach, to niewątpliwie jest to umiejętność słuchania. Tak tak, umiejętność. Pomyślcie o osobach ze swojego grona, które potrafią słuchać, kiedy potrzebujecie się wygadać. Nie ma ich zbyt wiele, prawda?

I choć dla nas całe to zamieszanie może wydawać się fanaberią zarabiających miliony dolarów, rozpieszczonych sportowców, może być też cenną lekcją. Jeśli faktycznie chcemy wtrącić swoje trzy grosze do jakiejś dyskusji, zapoznajmy się z tym, co mają do powiedzenia obie strony dowolnego konfliktu. Nie polegajmy na narracji mediów - te przecież także należą do którejś z nich. Droga do prawdy jest dużo bardziej zawiła, niż pochopna ocena. Ale uczucie, które towarzyszy efektowi końcowemu - nieporównywalnie lepsze.

Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
za 3