MVP przyznaje nagrody indywidualne. Zaskoczenia?

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
AP Photo

Piotrek, Kuba i Michał rozdają nagrody indywidualne za sezon regularny 2020/21. 


NAJBARDZIEJ WARTOŚCIOWY GRACZ (MVP)


Kuba Koelner: W moim odczuciu jest jeden zawodnik, który w tym sezonie zdecydowanie zasłużył na ten tytuł, Nikola Jokić. Po pierwsze jego osiągnięcia statystyczne są fenomenalne. Praktycznie w każdej kategorii jest w czołówce w lidze, a co bardziej istotne idą za tym wyniki drużyny. Mimo sporej liczby urazów i słabego początku sezonu Nuggets są bardzo blisko zapewnienia sobie przewagi parkietu w pierwszej rundzie playoffs, a to wszystko za sprawą Serba wokół, którego kręci się cała organizacja gry. Dodam jeszcze, że Jokić nie opuścił żadnego spotkania w tym niezwykle intensywnym sezonie, co również wyróżnia go na tle innych kandydatów do statuetki MVP.


Piotr Jankowski: Przez cały sezon powtarzałem, że ta statuetka będzie w rękach Joela Embiida. Bardzo na to liczyłem, bo uwielbiam oglądać podkoszowego Sixers. Nie widzę jednak opcji, żeby nagroda dla najbardziej wartościowego zawodnika nie trafiła w ręce Nikoli Jokicia. Serb zrobił to, co przed laty Joakim Noah. Podania od środkowego znów są piękne i kluczowe. A Serb pokazuje się ze świetnej strony nie tylko w tym elemencie. Jest absolutnym liderem Nuggets. Najlepiej świadczy o tym fakt, że po kontuzji Jamala Murraya, gra ekipy z Denver wcale się nie pogorszyła.


Michał Kajzerek: W sposób, w jaki Nikola Jokić buduje rzeczywistość wokół siebie jest niepowtarzalny. Moment, w którym Denver Nuggets stracili Jamala Murraya dla wielu oznaczał powolny koniec marzeń zespołu Mike’a Malone’a. Wówczas potrzebowali lidera, jak nigdy wcześniej. Joker rozegrał koncertową końcówkę sezonu regularnego, momentami samodzielnie decydując o zwycięstwach swojego zespołu. Jeden z obecnie najwszechstronniejszych i najrówniej grających zawodników w lidze, więc bez cienia wątpliwości zasłużył na wyróżnienie. 


NAJLEPSZY PIERWSZOROCZNIAK 


Kuba: W tej kategorii dla mnie sprawa wydaje się oczywista. LaMelo Ball, powinien zostać wybranym najlepszym debiutantem z kilku powodów. Po pierwsze odmienił organizację Hornets. Praktycznie od pierwszych spotkań w tym sezonie Szerszenie liczą się w walce o playoffs, a przede wszystkim przestali być pośmiewiskiem ligi. Również za jego sprawą przyjemnie ogląda się spotkania Charlotte, ponieważ jego wirtuozerskie zagrania oraz tempo gry, jakie narzuca swoim kolegom, są niezwykle efektowne. Dodajmy do tego cechy boiskowego lidera oraz bardzo dobre statystyki i otrzymujemy zawodnika, wokół którego można budować drużynę. Jego główny kontrkandydat Edwards niestety nie ma na razie takiego wpływu na swój zespół, dlatego stawiam na najmłodszego z braci Ball.


Piotr: Niezwykle cieszę się, że LaMelo Ball powrócił jeszcze do gry w tym sezonie. Chłopak jest takim graczem, jakim z zapowiedzi ojca miał być Lonzo. Po jego przyjściu, Charlotte Hornets są zespołem, który chce się oglądać. W ich każdym spotkaniu można spodziewać się fajerwerków i pozytywnych emocji, bo cała otoczka wokół Hornets jest świetna. Na drugim miejscu w tym wyścigu na pewno Anthony Edwards, a później długo, długo nic…


Michał: Skoro chłopaki wskazali LaMelo, ja wyróżnie w tej kategorii Anthony’ego Edwardsa, który w przekroju całego sezonu rozegrał kilka naprawdę spektakularnych meczów dla Minnesoty Timberwolves. Wiele wskazuje na to, że między nim i LaMelo będzie się w kolejnych latach toczyła interesująca rywalizacja o to, kto szybciej, kto lepiej i kto bardziej. Edwards ma papiery na game-changera, nie ma za to papierów na lidera z prawdziwego zdarzenia, więc by się odpowiednio rozwijać, będzie potrzebował wokół siebie takich postaci, jak Karl-Anthony Towns, który w odpowiedni sposób będzie młodszego kolegę temperował. 


NAJLEPSZY REZERWOWY


Kuba: Myślę, że również w tej kategorii nie będą zbyt oryginalny i postawię na zdecydowanego faworyta, czyli Jordana Clarksona. Rezerwowy Jazz gra swój życiowy sezon i w pełni zasługuje na tę nagrodę. Daje niesamowitą iskrę z ławki i potrafi zdobywać punkty seriami, przez co gra Jazzmanów nie traci na jakości, gdy z parkietu schodzą gracze pierwszej piątki. Moim zdaniem jego największym rywalem może być kolega z zespołu, Joe Ingles. Australijczyk notuje fenomenalne statystyki rzutowe oraz jest odpowiedzialny za organizację gry pod nieobecność Conleya. Także uważam, że ta statuetka powędruje do zespołu z Salt Lake City, pytanie tylko do którego gracza.


Piotr: Jordan Clarkson. Tutaj chyba nie ma żadnej dyskusji. Główna postać ławki najlepszych w lidze Utah Jazz. W jednym ze spotkań, co prawda przegranym wszedł na parkiet i zdobył 41 punktów. Zaryzykuję stwierdzenie, że w końcu „dorósł” do grania w czołowym zespole w lidze. Oprócz tego, że jest bardzo efektywny, to swoją grą cieszy oko kibiców.


Michał: Chciałbym tutaj wyróżnić Derricka Rose’a, za pracę, jaką wykonał dla New York Knicks na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy po transferze z Detroit, jednak trudno przebić wkład, jaki w grę Utah Jazz miał Jordan Clarkson, zwłaszcza w ostatnich tygodniach sezonu regularnego, gdy Jazz pod nieobecność Donovana Mitchella i Mike’a Conleya wytrzymali walkę o “jedynkę” zachodu. Clarkson swoją grą po atakowanej stronie parkietu znacząco się do tego sukcesu ekipy z Salt Lake City przyczynił. 


NAJWIĘKSZY POSTĘP


Kuba: Zwykle w tej kategorii jest najwięcej kontrowersji, bo często jest sporo kandydatów, którzy zrobili niezwykłe postępy. Jednak wg mnie w tym sezonie jest jedna zdecydowana kandydatura, która powinna zwyciężyć w cuglach. Julius Randle z Knicks w tym sezonie wspiął się na tak wysoki poziom, że być może zostanie nagrodzony również kilkoma głosami na MVP! Lider Nowego Yorku nie tylko poprawił swoje średnie punktowe i wypracował bardzo skuteczny rzut z wyskoku. Co najbardziej zaskakujące stał się rozgrywającym w ciele silnego skrzydłowego, który świetnie potrafi odczytywać defensywę rywali i dogrywa piłkę do lepiej ustawionych kolegów.Kiedyś był uważany za dynamicznego skrzydłowego, który umiał tylko wbijać się pod kosz i samemu kończyć akcje. To jak się rozwinął w każdym elemencie gry, jest imponujące i musi zostać docenione. Być może Knicks, dość niespodziewanie, doczekali się w końcu gwiazdy największego formatu, która będzie w stanie poprowadzić ich do sukcesów w najbliższych latach.


Piotr: W pierwszej części sezonu fenomenalnie spisywał się Jeremi Grant. Fakt, że gra w bardzo słabych Detroit Pistons powoduje, że ma więcej swobody, przez co czekałem na resztę sezonu. Z biegiem czasu mój głos coraz bardziej kierował się w stronę Juliusa Randle’a. Mimo, że statystycznie ogromnej różnicy nie ma, to podkoszowy jest koszykarzem mocniejszym mentalnie. Nie boi się oddawać kluczowych rzutów i co najważniejsze – trafia je.


Michał: Julius Randle i Kuba oraz Piotr wyczerpali w tym zakresie temat. Nowy Jork może być w tym roku wdzięczny dwóm osobom - Tomowi Thibodeau oraz Juliusowi Randle’owi za to, że Toma Thibodeau posłuchał. Rozwój Juliusa powinien stanowić przykład dla wielu młodych chłopaków, którzy szukają inspiracji. 


NAJLEPSZY OBROŃCA


Kuba: Tutaj miałem największy zgryz, na kogo postawić, ponieważ jest przynajmniej kilka kandydatur zasługujących, aby zostać najlepszym obrońcą sezonu. Gobert, Simmons, Green, Adebayo, Antetokounmpo, Embiid czy Turner, wybór każdego z nich spokojnie by się obronił. Jednak muszę wybrać jednego gracza i dlatego stawiam na Bena Simmonsa. Przy każdej z kandydatur dałoby się przytoczyć zaawansowane statystyki, które udowadniałyby wybór danego zawodnika, dlatego nie będę wymieniał tutaj żadnych liczb. Wybrałem Simmonsa dlatego, że uważam go za najbardziej wszechstronnego obrońcę w lidze, który gra na maksa w każdej akcji w defensywie. Zawsze kryje najlepszych zawodników rywali, mocno ograniczając ich skuteczność, a przede wszystkim jak mało kto potrafi zmienić losy meczu swoją defensywą. Dlatego uważam, że w tym sezonie jest najlepszym defensorem w NBA.


Piotr: Powiedziałbym, że Rudy Gobert, ale oglądając go przeciwko najlepszym centrom w lidze… zmieniam zdanie. Mój wybór padłby na Bena Simmonsa, który w obronie może grać przeciwko zawodnikom z pozycji 1-4. Jest mu tak naprawdę obojętne, na jakiej pozycji gra rywal. To nie tylko zasługa świetnych warunków fizycznych, ale i ogromnych umiejętności obronnych. Gdyby tylko miał rzut, rozmawialibyśmy o nim, jako o kandydacie do nagrody MVP. Sixers byli w końcu najlepszą drużyną na Wschodzie.


Michał: Chciałbym się kłócić z wyborem Kuby i Piotra, ale pozostaje w Ben Simmons Team. Australijczyk zawsze ten potencjał miał, ale z jakiś powodów nie potrafił go odblokować. Może po prostu był za bardzo leniwy? Minione miesiące pokazały, że potrafi bardzo szybko zmieniać krycie, równie szybko zamykać pozycję i aktywnie korzystać ze swoich warunków fizycznych. Nie ma wielu zawodników w NBA, którzy są gotowi pokryć zarówno dominującą “jedynkę”, jak i silną podkoszową “piątkę”. Ben zrobił ogromny postęp w swojej postawie po bronionej stronie parkietu i widać to gołym okiem. Faworytem do nagrody pozostaje Gobert, ale nie spotka go duża niesprawiedliwość, gdy okaże się, że wyróżnienie trafi do zawodnika Sixers. 


NAJLEPSZY TRENER


Kuba: Nagroda za najlepszego trenera powinna powędrować do Toma Thibodeau. Prawdopodobnie nawet najbardziej zagorzali fani Knicks nie przypuszczali, że ich ulubieńcy będą w tym sezonie tak wysoko w tabeli. Jest to zasługa przede wszystkim ich szkoleniowca, który narzucił swój defensywny styl gry i wyciska, co tylko się da z ludzi, którymi dysponuje. Nowojorczycy grają niezwykle intensywnie w każdym spotkaniu i bardziej przypominają drużynę z lat 90 niż nowoczesny zespół, gdzie wszystko opiera się na rzutach trzypunktowych. Thibodeau nie uznaje półśrodków i każde spotkanie traktuje jak mecz o mistrzostwo. Swoją pasją i zaangażowaniem kupił swoich podopiecznych, którzy podzielają podejście do gry trenera. Wydawało się, że katorżnicze metody i ciągłe krzyki byłego trenera Bulls już nie będą skuteczne w NBA. Jednak ten sezon pokazuje, że nawet z tak mało utalentowanym zespołem, jak Knicks można wygrywać, jeśli zawodnicy podporządkują się wizji trenera dla wspólnego dobra.


Piotr: Chyba niewiele osób się ze mną zgodzi, ale mój wybór padłby na Toma Thibodeau. Na taką opinię wpływ mają dwa czynniki. Pierwszym na pewno jest moja ogromna sympatia do szkoleniowca Knicks. Gdy był trenerem Chicago Bulls, zespół z Wietrznego Miasta grał najlepszą koszykówkę za mojego „świadomego” życia. Do Nowego Jorku ściągnął Derricka Rose’a, Taja Gibsona… Wracając jednak do meritum. Knicks z pośmiewiska stali się topową drużyną na Wschodzie i uważam, że jak najbardziej mogą okazać się czarnym koniem rozgrywek. Thibs zmienił ich diametralnie i moim zdaniem zespół z Madison Square Garden jest faworytem serii z Atlantą Hawks.


Michał: Jak bardzo cenię Toma Thibodeau za pracę wykonaną w Nowym Jorku, tak skłaniałbym się ku innemu kandydatowi. Nie możemy lekceważyć tego, co w Phoenix zrobił Monty Williams, który w przekroju dwóch lat postawił zespół na nogi i przedstawił go jako jedną z głównych ekip w walce o mistrzostwo NBA. Niesamowita dyscyplina w obronie i ogromna dojrzałość Suns w ataku to efekt współpracy pomiędzy Williamsem, a dwójką swoich liderów - Devinem Bookerem oraz Chrisem Paulem. Monty’emu udao się w Arizonie stworzyć kulturę wygrywania, a to wiele rzeczy ułatwia, zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Jest lubiany wśród zawodników i to może pomóc Suns w letniej rekrutacji. 


Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes