Najgorszy mecz MJ-a, ale to co zrobił potem…

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
Getty Images

Był w stanie wymyślić historię, by tylko się zmotywować przed ważnym meczem lub serią play-off. Nikt jednak nie oczekiwał, że będzie równie ambitny grając w koszulce Washington Wizards.


To był 27 grudnia 2001 roku. Michael Jordan rozegrał właśnie najgorszy mecz w karierze. Absolutnie nic mu nie wychodziło. Był poza swoim naturalnym rytmem i zdradzał pierwsze oznaki zmęczenia materiału. Skończył zawody z dorobkiem 6 punktów trafiając 2/10 z gry. Wiele osób zarzucało mu wówczas, że rozmienia się na drobne i rzuca ogromny cień na całą swoją wspaniałą karierę. 


Czytaj także: Lou Williams przeskrobał


Jednak to, co Jordan zrobił w dwóch kolejnych meczach było doskonałym przykładem niepowtarzalnego charakteru tego zawodnika. MJ słaby mecz potraktował jako motywację i przekuł go w dwa doprawdy spektakularne występy. Najpierw zdobył 51 punktów w starciu z Charlotte Hornets, a parę dni później 45 oczek w meczu z New Jersey Nets. Całe koszykarskie środowisko kręciło z niedowierzania głową. 


96 punktów w dwóch meczach zaraz po swoim najsłabszym występie w karierze. Tylko Jordan był w stanie zrobić coś podobnego. Miał wówczas 38 lat i nie biegał tak szybko, nie skakał tak wysoko i nie mijał rywal z taką swobodą, jak za czasów Chicago Bulls. Mimo to znalazł sposób na to, by całkowicie rozmontować obronę przeciwnika. Nie ma wielu historii z czasów Wizards do zapamiętania, ale ta jest bez wątpienia warta odnotowania. 


Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
za 3