Właściciel zespołu PLK dziwi się, że musi zawodnikom płacić…

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
FIBA Europe

Wyrok BAT to już jeden z aliasów Stelmetu Enea BC Zielona Góra. W ostatnim sezonie drużyna poszła po rozum do głowy i zaczęła zawierać kontrakty, które jest w stanie spłacić. Upomniały się jednak demony przeszłości. 


Koszykarski Trybunał Arbitrażowy poinformował, że zespół z Zielonej Góry musi zapłacić trenerom i zawodnikom, którzy w klubie już nie pracują/grają, ale nadal nie otrzymali zobowiązań, jakie zapisano w ich kontraktach. To już któryś taki wyrok otrzymany przez drużynę wielokrotnych Mistrzów Polski. Prezes Stelmetu Enea BC uważa, że BAT (wspomniany trybunał) jest niepoważny w tym, jakie wydaje wyroki. Problem jednak jest natury logicznej, bo prezes Janusz Jasiński oburza się za to, że musi zapłacić za swoje błędy. Kwota jednak faktycznie zastanawia. 

Czytaj także: Wall naciska na Wizards


Prezes Jasiński mówi o tym, że za sprawę zawodnika, któremu klub był dłużny 10 tys. euro, musi zapłacić 30 tys. euro, bo oprócz 10 dla zawodnika, 10 należy się za koszty postępowania i kolejne 10 to koszty reprezentanta. To bardzo dużo i w tym wypadku trybunał arbitrażowy faktycznie może pobierać kwoty, które są absolutnie zabójcze, zwłaszcza dla drużyn polskiej ligi. Nie twierdzimy więc, że komentarze prezesa są absurdalne. Zacznijmy jednak od tego, że do takich sytuacji sternik klubu nie powinien w ogóle dopuścić. 


- I nie chodzi mi o to, że mam wypłacić pieniądze byłym koszykarzom czy trenerom. Cóż, popełniłem pewne błędy, jakieś pomyłki przy zatrudnianiu niektórych ludzi, ale nie mam wyjścia. Jeśli klub ma nadal funkcjonować, to muszę się z nimi rozliczyć. Ale naprawdę jestem zdołowany zarówno tym, do jakich dodatkowych opłat BAT zmusza kluby, jak i tym, że zamiast się temu przyjrzeć i wyciągnąć wnioski w polskim środowisku się z nas żartuje lub nawet jeszcze gorzej – mówi Jasiński w rozmowie z Przeglądem Sportowym. - Nigdy nie twierdziłem, że sąd arbitrażowy jest czymś złym. Nigdy nie uchylałem się i nie będę uchylał przed realizowaniem jego postanowień. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś, co przy okazji wszystkich wyroków jest pomijane. [...] Proszę sobie wyobrazić, że trzy najgorsze dla nas sprawy przed BAT z Christianem Eyengą, Edo Muriciem i Chevonem Troutmanem kosztowały nas 600 tysięcy euro. Ale bezpośrednio za grę do koszykarzy trafiło może nieco ponad połowa tej kwoty. Reszta to właśnie kary i koszty sądowe! - dodaje. 


Pan Janusz Jasiński przedstawia konkretny argument, ale do takiej dyskusji w ogóle by nie doszło, gdyby… po prostu spłacił zawodnikowi kontrakt. To jest właśnie największa patologia polskiego sportu. Budowanie drużyny na wirtualnych budżetach, a potem płacz, bo BAT okazał się bezlitosny. BAT może przesadzać, ale to kwestia drugorzędna. Najważniejsze dla prezesa klubu PLK powinno być to, czy będzie w stanie zrealizować umowę, którą podpisał. Dlatego zamiast płaczu, wystarczy odrobina zdrowego rozsądku przed przyjęciem na siebie tak konkretnego zobowiązania finansowego. =

Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
za 3