Z nieba do piekła. Curry miał szczęście

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
Getty Images

Golden State Warriors wygrali poprzedniej nocy z Toronto Raptors, zapisując na swoje konto szóste zwycięstwo w sezonie. Było jednak blisko, by wypuścili ten mecz z rąk na ostatniej prostej. 


Stephen Curry dostarcza swoim fanom różnego rodzaju emocji na początku tego sezonu. Po meczu, w którym trafia 9/14 za trzy i prowadzi Golden State Warriors do zwycięstwa, przychodzi spotkanie nijak nie nawiązujące do formy z poprzedniego. Ostatniej nocy Curry niemalże pozbawił swojego zespołu wygranej. Zanotował 11 punktów na skuteczności 2/16 z gry, 1/10 za trzy. Do tego dołożył 9 zbiórek, 6 asyst i 4 straty. Po meczu kibice GSW odetchnęli z ulgą.


Zobacz także: COVID-owe zamieszanie


Warriors w czwartej kwarcie starcia z Toronto Raptors prowadzili różnicą 15 punktów i niemal całą przewagę oddali. To był wyraźny przejaw braku dojrzałości składu, jakim dysponuje Steve Kerr. Steph w kluczowym momencie spotkania nie był w stanie wrzucić drugiego biegu i po wszystkim wyglądał na wyraźnie rozczarowanego swoją postawą. W meczu z Los Angeles Clippers potwierdził, że wraca do optymalnej formy, tej jednak brakuje jeszcze powtarzalności. 


- Oczekuję, że każdej nocy będę dawał jakość w ataku - mówił po meczu. - Muszę każdej kolejnej nocy rozgryźć to, jak rywale mnie bronią. Poza tym musimy mieć wewnętrzną pewność siebie jako zespół. Mimo wszystko jestem zadowolony z tego, co się dzieje - dodał. 


Raptors mieli okazję pogrążyć rywala, ale Pascal Siakam nie trafił rzutu kończącego mecz. Dla zespołu z Kanady, tymczasowo stacjonującego w Tampa Bay, to już siódma porażka w sezonie. Trener Nick Nurse ma bardzo twardy orzech do zgryzienia. 


Warriors - Raptors 106:105



Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
za 3