Zapowiedź finału NBA!

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
AP Photo

Wielki finał NBA rozpoczyna się już w nocy z czwartku na piątek. Naprzeciwko siebie staną dwie fantastyczne drużyny Celtics i Warriors. Zatriumfuje żelazna defensywa czy ekscytujący atak? To okaże się niebawem, ale na pewno finał będzie fantastycznym widowiskiem dla każdego fana koszykówki.

Tegoroczne starcie zapowiada się niezwykle elektryzująco. Nie dość, że zmierzą się dwie niezwykle utytułowane organizacje, to w dodatku nie brakuje w ich szeregach gwiazd największego formatu. Jednak to nie popisy gwiazd zaprowadziły obie ekipy do tego miejsca, a ich zespołowa gra i monolit, jaki stworzyli.

Zdecydowanie jest to nagroda za cierpliwość z obu stron i pokazanie całej lidze, że warto inwestować w zawodników wybranych w drafcie, a nie szukać na siłę „super drużyn” na wzór Brooklyn Nets czy Los Angeles Lakers. Dlatego również z tego względu jest to wymarzony finał dla prawdziwych fanów basketu, bo zatriumfuje drużynowa koszykówka, którą ogląda się z dużo większą przyjemnością.

Przejdźmy jednak do prawdziwych smaczków i detali, które warto śledzić i mogą mieć decydujący wpływ na wynik tej rywalizacji.

Żelazna defensywa

Przede wszystkim mamy do czynienia z dwiema najlepiej broniącymi ekipami w całej lidze. Jednak Celtics od stycznia wskoczyli na jeszcze wyższy poziom i zdecydowanie górują nad resztą stawki w tym elemencie. Warriors również są świetni (w końcu są na drugim miejscu w defRating), ale jednak nie mają takich parametrów i predyspozycji do wybitnej defensywy jak Boston.

Jestem bardzo ciekaw, jak gracze Ime Udoki podołają kryciu Warriors, którzy są w nieustannym ruchu i bez przerwy zmuszają swoich rywali do czujności. Celci prawdopodobnie będą zmieniać krycie przy każdej akcji dwójkowej i Wojownikom może być bardzo ciężko znaleźć słaby punkt w ich defensywie. Z graczy, którzy dostają regularne minuty, praktycznie każdy zawodnik Bostonu jest dobrym i wysokim obrońcą. Jestem ciekaw, jak Warriors zamierzają efektywnie grać w ataku pozycyjnym.

Na pewno strzelcy jak Curry, Thompson czy Poole będą mieć duże problemy, bo White czy Smart są dla nich idealnymi plastrami. White praktycznie wyłączył z gry strzelców Miami, biegając za nimi po zasłonach niczym cień. Natomiast Smart od 2018 roku ogranicza Curry’ego do zaledwie 33% z gry, gdy jest jego docelowym obrońcą. Także Warriors będą musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności zespołowego dzielenia się piłką i czytania gry, żeby generować dobre pozycje rzutowe.

Natomiast Celci, jeśli nie będą popełniać błędów w obronie bez piłki, to prawdopodobnie odpuszczą Greena i Looneya i będą starali się zmuszać ich do podejmowania akcji rzutowych, burząc tym samym rytm Warriors. Także zapowiadają się nam bardzo ciekawe szachy trenerskie i jestem ciekaw, który szkoleniowiec będzie lepiej reagować na pomysły rywali.

Star power!

Bardzo ciekawą kwestią pozostaje również dyspozycja gwiazd na tym etapie sezonu. Jest to wręcz niewiarygodne, ale Curry nigdy nie został MVP NBA Finals, ponieważ zwykle na tym poziomie trochę spuszczał z tonu lub przyćmiewała go jeszcze większa gwiazda (James i Durant). Myślę, że nie trzeba go dodatkowo motywować, a być może jako pierwszy historii zdobywca nagrody dla MVP finałów konferencji zachodniej, pójdzie za ciosem i zasypie gradem trójek przeciwników.

W formie jest wyśmienitej i tym razem jest niekwestionowanym numerem 1 swojej drużyny. Jego forma na pewno pokaże nam, w jakim stopniu Warriors będą w stanie rywalizować w tej serii, bo uważam, że bez jego wybitnej gry mogą mieć duże problemy. Także nie pozostaje nam nic innego jak uważniej śledzić poczynania Cuurry’ego i niebawem przekonamy się, czy uda mu się zdobyć ostatnią statuetkę, której brakuje mu w jego gablocie z trofeami.

Po drugiej stornie mamy dwóch młodych wybitnych skrzydłowych Tatuma i Browna, którzy od stycznia w końcu zaczęli się idealnie uzupełniać. Opłaciło się poczekać i nie rozbijać tego duetu w Bostonie. Zdecydowanie powinni być najlepszymi graczami 1 na 1 w tej serii, a ich warunki fizyczne i poprawa gry na koźle oraz radzenie sobie z podwojeniami mogą zrobić różnicę.

Celci nie grają tak płynnie w ataku i często opierają się na indywidualnych popisach swoich liderów. Warriors mają dwóch graczy, którzy mogą się im postawić w pojedynczym kryciu (Wiggins i Green). Jednak myślę, że jeśli Heat mający w składzie nie gorszych defensorów jak Butler, Tucker czy Adebayo byli momentami bezradni, to Wojownicy będą mieć spore problemy z powstrzymaniem młodych gwiazd.

Jednak tak jak wspominałem, obie ekipy bazują na zespołowej grze po obu stronach parkietu, także zobaczymy, jaki plan taktyczny wymyślą obaj szkoleniowcy. Obstawiam, że statystycznie najgorsi strzelcy trzypunktowi będą regularnie odpuszczani na dystansie, aby móc podwajać gwiazdy. To właśnie skuteczność takich graczy jak Smart, White czy Wiggins może decydować o przechyleniu szali na którąś ze stron.

Walka na tablicach

Ostatnią niezwykle ciekawą kwestią, na którą chcę zwrócić uwagę jest walka na tablicach. Co zaskakujące Warriors zebrali ogrom piłek na atakowanej tablicy w tych playoffs za sprawą głównie trzech ludzi, Wigginsa, Greena i Looneya. Dzięki czemu ponawiali akcje i oddawali rzuty z otwartych pozycji.

Jednak Celci są zdecydowanie wyższym zespołem, ale równie mobilnym i inteligentnym także nie spodziewam się, aby tym razem Warriors z taką łatwością zbierali tyle piłek, ponieważ ich wysocy gracze nie powinni mieć przewagi z powodu braku niekorzystnego przekazania krycia przez Boston. Nawet jeśli Smart przekaże krycie i będzie krył wyższego przeciwnika (np. Horforda), to jest on dużo większy i silniejszy niż np. Brunson z Dallas, który musiał się bić z Greenem czy Wigginsem na tablicach. A jeśli Celci zabiorą dużą część łatwych punktów drugiej szansy, to mocno zwiększą swoje szanse na zwycięstwo.

Kto zwycięży?

Na pewno będziemy świadkami starcia, które dla koneserów koszykówki jest wręcz wymarzone. Szachy koszykarskie na najwyższym możliwym poziomie. Jednak mniej zorientowani fani również mają się czym ekscytować, ponieważ nie brakuje tutaj gwiazd najwyższego formatu, które na pewno zaprezentują nam masę efektownych zagrań.

Spodziewam się niezwykle zaciętej serii i naprawdę ciężko mi przewidzieć, kto z tego starcia wyjdzie zwycięsko. Mam tylko nadzieję, że żadna kontuzja nie wypaczy nam rywalizacji i wszyscy zawodnicy pozostaną zdrowi (lub istniejące urazy się nie pogorszą, bo na tym etapie nikt nie jest w 100% zdrowy). Także niech wygra lepszy i trzymajmy kciuki za ekscytujące 7 spotkań. Zespołowa koszykówka, którą ogląda się z przyjemnością, już wygrała, a to chyba jest najważniejsze.

Mimo wszystko muszę pokusić się o typ i postawię minimalnie na Celtics w 7 meczach, ponieważ uważam, że ich warunki fizyczne odegrają kluczową rolę.

Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes