Zwycięzcy i przegrani draftu 2020

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
Euroloeage

Anthony Edwards doczekał się nieopisanego zaszczytu i został wybrany z numerem jeden przez Minnesotę Timberwolves. Kto poprzedniej nocy odrobił swoje zadanie, a kto ostatecznie zawalił? Zobaczmy…


ZWYCIĘZCY:


- Charlotte Hornets: mówi się, że wybór LaMelo Balla to dobra decyzja ze strony ekipy Michaela Jordana. Rzekomo sam MJ miał dać swojemu managamentowi zielone światło do wyboru w drafcie tego utalentowanego podającego. Ball ma wiele umiejętności, które trzeba odpowiednio oszlifować. Jest dobrym podającym i niezłym strzelcem. Jeśli nie pokona go pycha i poradzi sobie z brakami w obronie, to może wyrosnąć na All-Stara i gracza znacznie lepszego niż jego brat. 


- Anthony Edwarda: jeszcze kilka godzin przed draftem przyznał, że “on w zasadzie to nie do końca koszykówkę lubi oglądać”. Kontrowersyjne komentarze odbiły się szerokim echem, ale nie zmieniły faktu, że Edwards to jeden z najbardziej utalentowanych zawodników tej klasy draftu i na “jedynkę” bez wątpienia zasłużył. Powinien ofensywnie pasować do duetu Karl-Anthony Towns i D’Angelo Russell. Wszystko dla Wolves zamknie się w tym, czy poradzą sobie w obronie, jeśli tak, to o atak nie powinni się martwić. 


Zobacz także: Kolejny uraz Klaya Thompsona!


- Washington Wizards: dość niespodziewanie Deni Avdija spadł aż do “dziewiątki”, która należała do ekipy z DC. W stolicy nie spodziewali się, że będą mogli przechwycić tak utalentowanego gracza z euroligowym doświadczeniem. Dopisało im jednak szczęście i postanowili jak najszybciej się go chwycić. W przewidywaniach ekspertów, Avdija za pięć lat może być najlepszym graczem tej klasy draftu. 


- Sacramento Kings: przechwycili najsłuszniejszego gracza, gdy spadł aż do “dwunastki”. Tyerese Haliburton wiele razy był wymieniany w TOP 5 tegorocznej klasy. Kings byli więc zaskoczeni, że ze swoim pickiem mogą dołączyć do drużyny gracza, który jest bardzo dobrze do NBA przygotowany i może grać na obu pozycjach obwodu. Jego obecność powinna pomóc Kings wytransferować Buddy’ego Hielda. 


PRZEGRANI:


- Phoenix Suns: to w zasadzie oni mieli sięgnąć po Haliburtona, a postawili na Jalena Smitha z 10. wyborem, co przez wielu zostało odebrane jako niespodzianka. To dziwna decyzja, bo na pozycji nr 5 mają już DeAndre Aytona. Większość drużyn widziało Smitha w końcówce pierwszej rundy draftu, więc na pewno byli zaskoczeni. Prognozuje się, że Suns postawili na złego konia. Wcześniej ekipa z Arizony zrobiła tak same z Cameronem Johnsonem, który nie dobił jeszcze do swojego potencjału. 


- Houston Rockets: nie do końca wiemy, co oni tam kombinują. Najpierw pozyskali Trevora Arizę i dwa picki w drafcie, a następnie Arizę oddali wraz z 16. wyborem do Detroit. Wszystko po to, stworzyć miejsce w salary-cap i móc podpisać kogoś na wyjątek mid-level. Co bardziej boli - utrata Arizy czy tego wyboru? Tak czy inaczej wiele wątpliwych ruchów w Teksasie. 


- Boston Celtics: mieli dokonać transferu, który pozwoli im wybrać bardzo konkretną osobowość, tymczasem transferu zabrakło, a osobowość jest taka sobie. Aaron Nesmith oraz Payton Pritchard zapewnią Celtics wsparcie ofensywne z ławki (dwójka dobrych strzelców), ale ich regularność na poziomie NBA pozostaje wielką zagadką. Danny Ainge desperacko próbował wbić się w TOP 10 draftu i tym razem musiał uznać porażkę. 


- Wszyscy gracze draftu: nie mogli poczuć atmosfery, która normalnie tej nocy towarzyszy. To nie było to samo, co uściśnięcie dłoni i historyczne zdjęcie z komisarzem, ale na pewno cieszyli się, że mogą przeżywać ten moment w swoich domach, otoczeni przez najbliższą rodzinę oraz przyjaciół. Oby mimo wszystko był to odosobniony przypadek. Za rok wróćmy do tradycyjnej formy. 


Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes
za 3