Przed nami trzeci mecz serii pomiędzy New York Knicks i San Antonio Spurs. Tym razem zespoły zmierzą się w Madison Square Garden, gdzie zaplanowano dwa kolejne mecze. Czy ekipie z Teksasu uda się odwrócić losy rywalizacji?
Co Spurs muszą zrobić, żeby odwrócić losy tej serii i nie dopuścić do koronacji Knicks? Podczas gdy New York Knicks całkowicie wytrącili ofensywę San Antonio Spurs z równowagi, drużyna z Teksasu wyglądała lepiej, gdy grą kierował nią De’Aaron Fox, a mniej minut dostawał Stephon Castle. Castle to imponujący młody zawodnik, ale w Finałach ma problemy z wykańczaniem akcji pod koszem i w pomalowanym, a także popełnia niewymuszone straty.
Fox też nie gra wybitnie — w dwóch ostatnich meczach trafia na poziomie 44% z gry i 33% za trzy, ale Spurs są +2 w minutach, gdy jest na parkiecie, i -15, gdy gra Castle. Niewykluczone, że trener Mitch Johnson powinien częściej stawiać na duet obwodowy Fox–Dylan Harper.
Obrona San Antonio wykonuje swoją robotę i trzyma Knicks w ryzach — Nowy Jork ma rating ofensywny 106,6 po dwóch meczach, czyli prawie o 10 punktów mniej niż ich średnia z sezonu zasadniczego i ponad 20 mniej niż ich średnia z playoffów przed tą serią. Innymi słowy, 106,6 byłoby najgorszym wynikiem w całej lidze w sezonie zasadniczym. Problem w tym, że Spurs są jeszcze gorsi — ich rating ofensywny to 101. Co się stało z atakiem San Antonio w tej serii?
Jedną z rzeczy, które Spurs robią dobrze w tych Finałach, jest utrudnianie gry Jalena Brunsona, który trafia zaledwie 33,9% rzutów po dwóch meczach. Jednak mimo ogólnych problemów Brunsona przeciwko defensywie Spurs, w kluczowych momentach potrafi kończyć akcje. Jeśli Spurs chcą jeszcze powalczyć w tej serii, muszą stać się drużyną lepszą w końcówkach i znaleźć sposób, by ograniczyć Brunsona właśnie wtedy.