Cóż to był za piękny pojedynek minionej nocy. Anthony Edwards odpalił niesamowite rzuty, ale to drużyna prowadzona przez Victora Wembanyamę triumfowała. Po meczu nie brakowało ekscytacji z obu stron.
W czwartej kwarcie meczu Minnesota Timberwolves szli z San Antonio Spurs cios za cios. Dosłownie. Po trafionym rzucie Victora Wembanyamy, odpowiadał Anthony Edwards. I tak w kółko.
- Bardzo mi się to podobało. Chciałbym, żebyśmy po prostu odsunęli wszystkich na ławkę i zagrali jeden na jednego. Ja kontra Wemby - powiedział po spotkaniu lider Timberwolves.
Edwards zdobył 26 ze swoich 55 punktów w czwartej kwarcie, trafiając przy tym wiele szalonych rzutów. Dziennikarze oczywiście docisnęli temat i dopytali koszykarza, kto jego zdaniem wygrałby pojedynek jeden na jednego - odpowiedział, że on.
- To zaszczyt i najlepsza rzecz dla tego sportu, gdy zawodnicy grają na maksa, dają z siebie wszystko. To nas rozwija, czyni nas lepszymi. To też oznacza szacunku względem drugiej strony. Bo wchodzimy wspólnie na wyższy poziom - dodał Wembanyama.
Dzięki wygranej 126:123, San Antonio Spurs umocnili się. Ligowej tabeli. Mają już bilans 29 wygranych oraz 13 przegranych, co przybliża ich do Oklahomy City Thunder. Obecni mistrzowie NBA ulegli tej nocy Miami Heat.