Chwilę zajęło Chicago Bulls znalezienie nowego trenera. Postawili na tymczasowego szkoleniowca Portland Trail Blazers, który nie zgodził się na obniżkę pensji w obecnym klubie i znalazł nowego pracodawcę.
Chodzi o Tiago Splittera, który poprzedni sezon spędził właśnie w Portland. Zastępował na tym stanowisku Chaunceya Billupsa, który został aresztowany i oskarżony o udział grach hazardowych. 41-latek w nowej roli spisał się fantastycznie, wprowadzając zespół do Play-Offów z siódmego miejsca. W nich musieli jednak uznać wyższość finalistów - San Antonio Spurs.
Splitter w swojej karierze rozegrał siedem sezonów na parkietach NBA - przez pięć lat reprezentował barwy San Antonio Spurs, a po sezonie spędził w Atlancie Hawks oraz Philadelphii 76ers. W 355 rozegranych meczach zapisywał na swoim koncie 7,9 punktu, 5 zbiórek oraz 1,2 asysty, trafiając 55,5% z gry.
Chicago Bulls w poprzednim sezonie na początku udawali, że walczą o Play-Offy, a w połowie kampanii stwierdzili, że jednak zaczną „tankować”. Wyjątkowo mieli szczęście w drafcie, bowiem wylosowali czwarty numer draftu i mają szansę na wybranie naprawdę utalentowanego gracza.
Włodarze drużyny z Wietrznego Miasta, która od lat była tragicznie zarządzana wierzą, że Splitter będzie trenerem, który rozwinie indywidualne umiejętności zawodników. Chodzi tutaj przede wszystkim o gracza wybranego z czwartym numerem draftu, jak i Matasa Buzelisa, z którym wszyscy, słusznie z resztą, wiążą wielkie nadzieje.
Zobaczymy, czy ten ruch cokolwiek zmieni i Chicago Bulls faktycznie pod jego wodzą zaczną cokolwiek znaczyć w konferencji Wschodniej.