Los Angeles Clippers tragicznie rozpoczęli sezon. Początkowo mogło się wydawać, że pójdą w pełną przebudowę, ale ze względu na ostatnie wyniki, nie planują robić wyprzedaży swoich najlepszych zawodników podczas trade deadline.
Zespół z Los Angeles rozpoczął zmagania od zaledwie 6 wygranych w 21 meczach. W ostatnim czasie zaczęli grać jednak znacznie lepiej, triumfując w sześciu spotkaniach z rzędu. Clippers zbliżają się coraz bliżej do miejsca gwarantującego awans do fazy play-in. Biorąc pod uwagę ich ostatnie występy - forma jest zdecydowanie lepsza.
- Wciąż próbujemy stawać się lepsi, zarówno indywidualnie, jak i jako zespół. Może nie jesteśmy kandydatami do walki o najwyższe cele, ale musimy po prostu dalej walczyć… Wciąż mamy przed sobą kolejne kroki. Dobre drużyny są w top8 albo wyżej. My tam nie jesteśmy. Mamy bilans poniżej 50% wygranych, więc pracujemy, żeby się piąć w górę - przyznał skrzydłowy.
Sporo mówiło się o tym, że przyszłość Kawhi Leonarda i Jamesa Hardena stoi pod wielkim znakiem zapytania. Sprawa jest jednak skomplikowana, bowiem rozgrywający mógłby odmówić transferu ze względu na klauzulę w kontrakcie (Bird Rights), a w kolejnym sezonie ma opcję gracza opiewającą na 42,3 miliona dolarów. Leonard ma jeszcze jeden rok kontraktu i w 2027 roku stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem.
Niewykluczone, że Clippers przed trade deadline wzmocnią rotację. Niewykluczone, że z klubem pożegnają się John Collins, Bogdan Bogdanović, Brook Lopez czy Nicolas Batum. Ci zawodnicy mają spadające kontrakty i najbliższego lata staną się wolnymi agentami, dlatego ich wartość transferowa jest wyższa.
Na przyszłość Clippers spoglądają obecni mistrzowie NBA, czyli Oklahoma City Thunder. W ramach wymiany z 2019 roku (Paul George za Shaia Gilgeousa-Alexandra) posiadają oni ich pierwszoroczny wybór w drafcie.