Anthony Edwards nie może się doczekać początku kolejnej rywalizacji. Lider składu z Minnesoty wydaje się być przekonany, że w Wolves - w obecnym kształcie - są w stanie nawiązać walkę z czołówką Zachodniej Konferencji.
W jednej z ostatnich rozmów z mediami Anthony Edwards odpowiadał na serię szybkich pytań dotyczących koszykówki. Jedno z nich dotyczyło pseudonimu dla nowego duetu obwodowego, który stworzy w Minnesocie z LaMelo Ballem. Edwards zaczerpnął inspirację z kultowego filmu Pixara „Iniemamocni”.
- To na pewno nie będzie Ant-Man i Osa. On jest na to zbyt dobry. Bardziej pasowałoby… jak nazywał się ten gość z “Iniemamocnych”? Pan Iniemamocny, to Melo. A ja jestem Frozonem – powiedział Edwards.
Ant-Man i Osa to określenie, które naturalnie spodobało się wielu kibicom, jednak zdaniem Edwardsa umniejszałoby ono status LaMelo Balla. To może niektórych dziwić, ale w oczach Edwardsa, Ball jest taką samą gwiazdą jak on sam. Niezależnie od tego, czy proponowany przez Edwardsa pseudonim się przyjmie, o wszystkim zdecyduje ich postawa na parkiecie.
Ant-Man został również zapytany o to, co sprawia, że dany zawodnik zyskuje jego szacunek na parkiecie. To złożone pytanie, na które nie zawsze łatwo odpowiedzieć, ale Edwards nie miał problemu ze znalezieniem odpowiedzi. Jak przyznał, najbardziej ceni zawodników, którzy potrafią być skuteczni po obu stronach parkietu, czyli dominować zarówno w ataku, jak i w obronie.
- Ludzi, którzy grają po obu stronach parkietu. Takich jak Jaylen Brown czy Giannis… właśnie w ten sposób zyskujesz mój szacunek – powiedział Edwards.
W kontekście szacunku do rywali Edwards został również zapytany o Victora Wembanyamę i wyjaśnił, dlaczego pojedynki z Francuzem zawsze powodują, że Ant-Man próbuje wspiąć się na absolutny szczyt swoich możliwości. Sam wzrost Wembanyamy stanowi dla Anta ogromne wyzwanie. Mierzyli się ze sobą zaledwie kilka miesięcy temu w półfinale Konferencji Zachodniej NBA w 2026 roku. Spurs wyeliminowali Wolves w sześciu meczach.
- Jest tak wysoki, że muszę znaleźć sposoby, żeby go ominąć. Muszę próbować przechytrzyć go na boisku, bo jest ode mnie o wiele wyższy – dodał Edwards.
W sezonie 2026/27 zespół prowadzony przez Chrisa Fincha ma być lepiej przygotowany do takich wyzwań, zwłaszcza po pozyskaniu LaMelo Balla i Josha Greena. W połączeniu z Rudym Gobertem i Jadenem McDanielsem Wolves mają być zespołem zdolnym do rywalizacji na najwyższym poziomie przez kilka kolejnych sezonów. Przede wszystkim jednak ich sukces będzie zależał od Edwardsa, od którego w kluczowych momentach będzie wymagać się najwięcej.