Ja Morant w końcu wrócił do gry. Rozgrywający Memphis Grizzlies zagrał fenomenalne zawody podczas meczu w Londynie, po którym w rozmowie z dziennikarzem przyznał, że nie chce odchodzić z Memphis!
W wygranej 126:109 z Orlando Magic w Londynie, eksplozywny gracz zapisał 24 punkty, rozdał 13 asyst, do czego dorzucił 5 zbiórek oraz rewelacyjną skuteczność - trafił 3 z 4 rzutów za trzy, co przełożyło się na 7/13 z gry. To dzięki jego świetnej grze w pierwszej połowie Grizzlies wypracowali sobie bardzo dużą przewagę, której nie oddali do końca meczu.
Morant nie zagrał w pierwszym meczu NBA Global Game w Londynie. Wątpliwy był również jego występ w meczu w stolicy Anglii, ale ostatecznie na parkiet wybiegł i wyglądał świetnie. Po meczu przyznał, ze nie che nigdzie odchodzić.
- Mam na plecach tatuaż Memphis Grizzlies i to powinno pokazywać, co o tym wszystkim sądzę. Jeśli ktoś mnie zna, zdaje sobie sprawę z tego, że jestem bardzo lojalnym gościem. Widzę, że nie tylko w domu otrzymuję miłość, ale także na parkiecie. Kibice ciągle krzyczą moje nazwisko, oklaskują, gdy zdobywam punkty. To wielka sprawa - przyznał gracz.
W obecnej kampanii rozgrywający rozegrał zaledwie 19 meczów. Wszystkie z nich rozpoczął w pierwszej piątce i spędzał na parkiecie średnio 28,4 minuty. W tym czasie notował 19,3 punktu, 7,8 asysty oraz 3,3 zbiórki, trafiając bardzo słabe 40,7% rzutów z gry oraz jedynie 23,5% za trzy.