Mike Brown ma spory problem. Mikal Bridges miał być ofensywnym przedłużeniem myśli szkoleniowca New York Knicks, ale jak dotąd bardzo mocno zawodzi. W trzecim meczu serii z Atlantą Hawks został posadzony na ławkę rezerwowych.
Trener Mike Brown z New York Knicks nie jest jeszcze gotowy, by posadzić na ławce Mikal Bridges, ale zrobił krok w tym kierunku po rozczarowującej końcówce trzeciego meczu w Atlancie. W przegranym przez Knicks 108:109 meczu numer dwa z Atlantą Hawks, Bridges przez dużą część drugiej połowy nie pojawiał się na parkiecie. Bridges zakończył spotkanie bez punktów, z bilansem minus-26 i czterema stratami.
Miał też problemy w drugiej połowie meczu nr dwa, kiedy również nie zdobył punktu i miał -11, a Hawks odrobili straty w czwartej kwarcie i przejęli przewagę własnego parkietu. Po zdjęciu Bridgesa, Brown postawił na Milesa McBride’a na początku trzeciej kwarty. Wrócił do niego tylko na ostatnią akcję ofensywną Atlanty, która zakończyła się rzutem z wyskoku CJ McCollum dającym prowadzenie Hawks na 12,5 sekundy przed końcem.
Bridges jest krytykowany przez cały sezon. W pierwszym meczu zdobył 11 punktów, ale od tego czasu jest nieskuteczny. 21 minut Bridgesa to sygnał, że sztab NYK może schodzić z jego minut coraz mocniej. Mniej grał tylko w 2021 roku w barwach Phoenix Suns podczas zwycięstwa w finałach konferencji. Mikal wziął odpowiedzialność za swoje błędy i podkreślił, że chce być na parkiecie w kluczowych momentach.
- Muszę to przyjąć na klatę, poradzić sobie z tym jak trzeba i być gotowym na następny mecz – powiedział. - To będzie boleć. Tak już jest. Po prostu muszę być lepszy, żeby pomóc drużynie - przyznał Bridges.