Jeremy Sochan stał się pierwszym polskim mistrzem w historii NBA. Skrzydłowy zapisał się tym samym w historii, a triumf w wielkim finale sprawił, że otrzyma konkretną premię.
Polak podpisując kontrakt z New York Knicks zgodził się na pensję wysokości 778 tysięcy dolarów. Teraz za zwycięstwo w wielkim finale NBA Polak otrzyma 773 tysiące dolarów, praktycznie podwajając pensję, jaką otrzymuje od zespołu z Madison Square Garden.
Teraz Polak jest wolnym agentem, dlatego czekają go naprawdę trudne, ale i ciekawe tygodnie. Gdy został zwolniony przez San Antonio Spurs, interesowało się nim około 10 zespołów w lidze. Na razie nie wiemy, jak sytuacja wygląda obecnie, ale swoimi wejściami w Play-Offach Polak pokazywał się z dobrej strony, więc raczej bez problemu powinien znaleźć nowy zespół. Ciężko będzie trafić na ofertę wieloletniego kontraktu, ale nic nie wskazuje na to, by miał pożegnać się z NBA.
Ten sezon był dla Polaka najgorszy, ale i najtrudniejszy w karierze. Stracił rolę w San Antonio, gdzie do lutego rozegrał jedynie 28 meczów i notował średnio 4,1 punktu, 2,6 zbiórki oraz asystę. W barwach Knicks w sezonie zasadniczym wybiegł na parkiet w 16 meczach, zapisując średnio 2,8 punktu oraz 2,1 zbiórki.
W Play-Offach pojawił się w ośmiu spotkaniach, rozgrywając łącznie 26 minut. Zapisał 20 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty, przechwyt oraz blok. Trafił 7 z 9 rzutów z gry oraz 5 z 8 z linii rzutów wolnych.