JJ Redick chciał docenić LeBrona Jamesa w sposób, który nie włączy go w całą narrację o “najlepszym koszykarzu w historii”. Dlatego wymyślił dla swojego zawodnika inny termin - najlepszej kariery w historii.
W żadnej innej szatni NBA nie ma obecnie zawodnika o takim statusie jak LeBron James. Los Angeles Lakers mają to szczęście, że korzystają z jego obecności, a JJ Redick doskonale o tym wie — i zadbał, by wszyscy też to zauważyli po meczu numer 6. Lakers w końcu zamknęli serię z Houston Rockets, wygrywając zdecydowanie 98:78 i całą rywalizację 4–2. Na czele zespołu stał James. W swojej niekończącej się walce z „upływającym czasem” zdobył 28 punktów, 7 zbiórek i 8 asyst.
James nadał ton grze drużyny. Jego intensywność sprawiła, że Lakers od początku weszli na właściwy poziom i wykonali zadanie, jakim było „dociśnięcie” rywala, który i tak zbyt długo utrzymywał się w tej serii. Redick był pod ogromnym wrażeniem tego, jak LeBron poprowadził zespół.
– Dla mnie ma najlepszą karierę spośród wszystkich zawodników NBA. Można się spierać ile się chce i szczerze mówiąc, nie interesuje mnie rozstrzyganie, kto jest najlepszy w historii, ale on jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym. To, że znów to robi i znów odpowiada na wyzwanie, jest w pewnym sensie zdumiewające – mówi Redick. - Dosłownie każdy w szatni robił odgłosy kozła [po angielsku kozioł to GOAT przyp red.]. To pokazuje jego wielkość. … Ten aspekt przywództwa, o którym mówiłem — on ma niesamowitą zdolność nadawania tonu całej grupie i zrobił to znowu dziś. Nasi zawodnicy na to odpowiedzieli i bardzo się z tego cieszę - dodał.
Kiedy masz takiego gracza kilka miejsc obok siebie w szatni, to robi różnicę. A kiedy ten zawodnik wciąż gra na elitarnym poziomie, łatwo za nim podążać w najważniejszych momentach. LeBron nie rozegrał perfekcyjnego meczu pod każdym względem, ale jego wpływ — te wszystkie rzeczy, których nie widać w statystykach — był wyraźny dla całej drużyny. Redick tego nie przeoczył. Jego koledzy z zespołu również nie.