Weteran składu Sixers wrócił do grania po odsłużeniu zawieszenia i wygląda na to, że był niezwykle zdeterminowany, by od razu wskoczyć na najwyższe obroty. W ostatnich meczach ciągnął zespół na własnych barkach.
W zwycięstwie 153:131 nad Washington Wizards, dyspozycja Paula George’a okazała się kluczowa. Zdobył rekordowe w tym sezonie 39 punktów. Trafił 15 z 22 rzutów z gry, w tym 6 z 12 za trzy, a do tego dołożył pięć zbiórek, sześć asyst i trzy przechwyty w zaledwie 30 minut. Każdy ruch wyglądał pewnie, każda decyzja była podejmowana z dużą pewnością siebie.
- Czuję, że znów jestem sobą - powiedział George.
Kontekst tego występu jest jeszcze bardziej znaczący. Ostatni raz George zdobył 39 punktów 4 kwietnia 2024 roku, gdy grał jeszcze w Los Angeles Clippers. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Tymczasem 76ers mają już zapewnione miejsce w turnieju play-in i wygrali siedem z ostatnich dziesięciu meczów. Zespół buduje więc rytm w najlepszym możliwym czasie.
George’a dotarcie do tego momentu sporo kosztowało. Kontuzje, mentalna walka i cierpliwość. Teraz wszystko zaczyna przynosić efekty. Dlatego gdy 76ers zbliżają się do play-offów NBA, pojawia się jedno kluczowe pytanie: jeśli Paul George naprawdę wrócił do swojej najlepszej formy, czy Filadelfia może zamienić ten sezon w coś większego?