Jalen Brunson w 2024 roku przedłużył kontrakt z New York Knicks, choć podpisując go rok później mógłby zarobić o 113 milionów dolarów więcej. Ten wielki gest w stronę klubu pomógł zbudować drużynę, która wygrała mistrzostwo.
Rozgrywający czuł się związany z New York Knicks od lat. W 1999 roku jego ojciec, Rick Brunson, był zawodnikiem New York Knicks, gdy drużyna przegrała finały NBA z San Antonio Spurs. Teraz jest jednym z członków sztabu trenerskiego, a jego obecność także odegrała bardzo ważną rolę w decyzji o podpisaniu umowy w Nowym Jorku.
Brunson z marszu stał się kluczową postacią New York Knicks. Kibice początkowo uważali, że jest bardzo mocno przepłacony, ale on szybko udowodnił, że tak nie jest. W 2024 roku zrobił coś, czego w dzisiejszej NBA tak naprawdę się nie robi. Przedłużył kontrakt z Knicks, choć rok później mógł zarobić nawet o 113 milionów dolarów więcej. Wybrał drużynę, elastyczność finansową i realną szansę na zbudowanie mistrzowskiego składu.
Jego kolejnym krokiem było namawianie do wspólnej gry w Madison Square Garden kolegów z uniwersytetu - Josha Harta, Mikala Bridgesa, Donte DiVincenzo. Knicks krok po kroku układali zespół wokół niego, a Brunson odpłacił się w najlepszy możliwy sposób. W decydującym meczu finałów zdobył 45 punktów, wyrównując osiągnięcie Michaela Jordana i zapisując się na zawsze w historii NBA.
Jalen rozegrał w tych Play-Offach 19 meczów, a New York Knicks wygrali 16 z nich. Zapisywał średnio 28,4 punktu, 6,1 asysty, 3,2 zbiórki oraz 1,2 przechwytu, trafiając 46,5% z gry oraz 36,3% za trzy. Zgarnął statuetki MVP finałów konferencji Wschodniej oraz co najważniejsze - MVP wielkich finałów.