Szok w obozie GSW. Tego się nie spodziewali…

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:

Golden State Warriors podejmowali poprzedniej nocy zawodników Indiany Pacers na własnym parkiecie. Rywale przyjechali w mocno osłabionym składzie, a mimo to spotkanie wygrali.


Trener Steve Kerr w ostatnim czasie nie ma wielu powodów, by swój zespół chwalić. Golden State Warriors przeplatają lepsze występy ze słabszymi, ale generalnie gołym okiem widać, że to już nie jest ten sam zespół, co w pierwszej fazie rozgrywek. Poprzedniej nocy byli bardzo mocnym faworytem, ponieważ Indiana Pacers zagrała bez kilku liderów. Poza grą byli Malcolm Brogdon, Caris LeVert i Domantas Sabonis - wszyscy z powodu urazów. 


Do przerwy ekipa z San Francisco prowadziła 63:55 i wydawało się, że jednym runem może ten mecz skończyć. Przetrzebieni Pacers nigdzie się jednak nie wybierali i wygrali trzecią kwartę 28:20. Na 2:44 przed końcem czwartej odsłony spotkania Stephen Curry doprowadził do remisu trafiając lay-up. W samej końcówce dał swojej drużynie 3-punktowe prowadzenie wizytami na linii rzutów wolnych, ale Justin Holiday na 6 sekund przed końcem trafił za trzy doprowadzając do dogrywki.


Zobacz także: Koszykarz WKK grał z Wigginsem


W trakcie dodatkowych pięciu minut Pacers ponownie byli w stanie Warriors zaskoczyć. Keifer Sykes na 1:41 przed końcem trafił trójkę, która dała Pacers prowadzenie. Po chwili dołożył lay-upa powiekszając przewagę swojego zespołu. Przy stanie 120:117 dla podopiecznych Ricka Carlisle’a, Warriors mieli kilka ostatnich szans, by ten mecz przedłużyć. Spudłowali jednak kolejno Juan Toscano-Anderson, dwukrotnie Jordan Poole i Stephen Currry.


Steph w dogrywce nie zanotował choćby punktu. W całym meczu był jednak najlepszym graczem swojego zespołu notując 39 oczek (12/27 FG, 6/16 3PT), 5 zbiórek i 8 asyst. Tylko 12 oczek i 0/7 za trzy Klaya Thompsona. 13 oczek i 15 zbiórek Kevona Looneya. Z kolei po stronie Pacers 27 punktów, 7 zbiórek i 3 asysty pierwszoroczniaka Chrisa Duarte. Kolejnych 16 oczek, 5 zbiórek i 3 asysty zapewnił od siebie Justin Holiday. Pacers najpierw pokonali Lakers, a teraz Warriors. 


WARRIORS - PACERS 117:121


Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes