Jeremy Sochan nie ma zbyt wielkiej roli w barwach New York Knicks, jednak Mike Brown nie boi się na niego postawić w ważnych momentach meczu. Tak było i tej nocy.
Polski skrzydłowy nie rozegrał w tych Play-Offach zbyt wielu minut. W trzecim meczu finałów pojawił się na parkiecie na 10 sekund, a minionej nocy wszedł na trzy minuty. Sochan wybiegł na parkiet w drugiej kwarcie i miał pomóc zespołowi w obronie. Spisał się bardzo dobrze, zatrzymując rywali w dwóch akcjach.
- Popatrzcie na takiego Jeremiego Sochana. Wszedł z ławki i przez te kilka minut naprawdę dał radę. Szczerze nie pamiętam, kiedy ostatni raz grał dłużej, niż pół minuty. Wielki szacunek za to, że mimo tego był gotowy wejść na parkiet i pomóc drużynie - stwierdził szkoleniowiec New York Knicks, Mike Brown.
W tegorocznych Play-Offach Polak spędził na parkiecie 26 minut, zapisując w tym czasie 20 punktów, 5 zbiórek, 2 asysty, blok oraz przechwyt. Wszyscy mieliśmy o wiele większe oczekiwania względem jego kariery, jednak moment w którym jest obecnie sprawia, że naprawdę mamy z czego się cieszyć. Każde dobre wejście z ławki sprawia, że ma większe szanse na kontrakt na kolejny sezon.
Jeremy ma za sobą najtrudniejszy sezon w karierze. Najpierw nabawił się urazu na zgrupowaniu reprezentacji Polski, który wykluczył go także z obozu przygotowawczego do sezonu z San Antonio Spurs. Z biegiem sezonu tracił rolę w drużynie, a ostatecznie po trade deadline został zwolniony przez ekipę z Teksasu. Trafił do New York Knicks i najprawdopodobniej zostanie pierwszym polskim mistrzem NBA, bowiem zespół z Madison Square Garden prowadzi w serii 3-1.