To był wielki mecz reprezentacji Polski. Mistrzowie świata po kontrowersyjnych decyzjach sędziów pokonali naszą kadrę 94:96, ale biało-czerwoni pokazali, że każdy zespół w Europie jest w ich zasięgu.
Zaczęliśmy w składzie Loyd - Ponitka - Sokołowski - Milicic - Balcerowski. Spotkanie zaczęło się nietypowo, bowiem już po czterech sekundach faulami technicznymi ukarani zostali Dennis Schroder i Jordan Loyd, którzy rzucali w swoją stronę piłką. Niemcy jeszcze wtedy nie wiedzieli, że ta sytuacja będzie dla nich sporym problemem na początku meczu. Po czterech minutach Schroder usiadł na ławce po trzech faulach, a biało-czerwoni mieli szansę zbudować swoją przewagę. Niemcy to jednak bardzo dobry zespół, dlatego nie pozwolili nam na to. Gra była bardzo wyrównana, ale gdy na ławce usiadł Mateusz Ponitka przytrafił nam się przestój w ataku, a nasi zachodni sąsiedzi uciekli na sześć punktów. Naszym problemem było też zabezpieczenie zbiórki - Niemcy zebrali z naszej tablicy pięć piłek (prowadzili w zbiórce 13-6) i po 10 minutach prowadzili aż 28:15.
Naszą niemoc w ataku przerwał Jordan Loyd trafiając piękną trójkę. Na niewiele się to jednak zdało, bo cały czas mieliśmy spore problemy z budowaniem akcji. Niemcy grali naprawdę fantastyczną koszykówkę, dzielili się piłką i walczyli na tablicach. Do tego wymuszali nasze straty i w pewnym momencie prowadzili już 16 punktami. Kosz Kadra jednak nie pękała i zaczęła odrabiać straty. Przy wyniku 27:36 trener Niemców poprosił o czas. Do szatni schodziliśmy przegrywając 31:41 i trafiając jedynie dziewięć rzutów z gry.
Po zmianie stron Niemcy grali szybką koszykówkę, ale zaczęły im się przydarzać coraz częściej straty. Po każdej z nich mieli pretensje do sędziów i prosili trenera o challange. Po dwóch minutach drugiej kwarty go stracili, a w następnej akcji Jordan Loyd trafił za trzy. Niestety na każdą naszą dobrą akcję w ataku Niemcy mieli odpowiedź. Polacy grali brudną koszykówkę, próbując „wejść do głowy” swoim rywalom, ale ponownie po naszej trójce podopieczni Alexa Mumbru odpowiadali tym samym. Po fragmentach dobrej gry nasi rywale znów wypracowali sobie dwucyfrową przewagę, ale dwiema akcjami wróciliśmy do gry. Wtedy sędziowie nie odgwizdali ewidentnego faulu na Jordanie Loydzie, który machnął ręką w stronę sędziów i wyleciał do szatni za drugie przewinienie techniczne. Wcześniej takie gesty ze strony niemieckich koszykarzy sędziom nie przeszkadzały. Po trzech kwartach przegrywaliśmy 58:70.
Początek ostatniej części meczu był prawdziwym koncertem, jeśli chodzi o naszą grę. Andrzej Pluta i Igor Milicic jr zaczęli przejmować mecz, dzięki czemu zbliżyliśmy się do Niemców na jeden punkt. Niemcy w końcu musieli jednak odpowiedzieć, a zrobili to w najlepszy możliwy sposób - trójką Dennisa Schrodera i Isaaca Bongi. Akcja toczyła się cios za cios, bowiem po ich trójkach z obwodu trafił Mateusz Ponitka, a chwilę później Michał Sokołowski doprowadził do wyrównania z linii rzutów wolnych. Polacy mieli piłkę na zwycięstwo, ale zanotowali stratę, po której Dennis Schroder mógł zapewnić naszym rywalom wygraną równo z syreną. Na nasze szczęście nadepnął na linię i mieliśmy dogrywkę przy wyniku 83:83.
Nasi rywale zdecydowanie lepiej zaczęli dogrywkę wychodząc na siedmiopunktowe prowadzenie bez żadnej odpowiedzi biało-czerwonych. Naszą niemoc przerwał Dominik Olejniczak, a chwilę później z faulem trafił Igor Milicic jr. Na dwie minuty przed końcem przegrywaliśmy czterema punktami, ale Milicic znów imponował walecznością pod koszem i zmniejszył stratę do dwóch „oczek”. Na 40 sekund do końca meczu Przemysław Żołnierewicz dobił rzut Andrzeja Pluty i doprowadził o remisu. Po błędach po obu stronach parkietu Polacy mieli piłkę przy wyniku 94:96. Najpierw odgwizdano faul Dominika Olejniczaka, a chwilę później Niemców. Mieliśmy kilka sekund na przeprowadzenie akcji, ale ostatecznie nie udało się zdobyć punktów.