Ostatecznie wybór padł na Sacramento Kings i to właśnie w stolicy Kalifornii Ben Simmons spróbuje odbudować swoją karierę w NBA. Zawodnik dopiął swego, pomimo faktu, że jest swego rodzaju kotem w worku.
Ben Simmons miał podobno zainteresowanie ze strony kilku klubów, zanim w piątek podpisał kontrakt z Sacramento Kings. W grze o zawodnika byli między innymi aktualni mistrzowie NBA, New York Knicks, a także Golden State Warriors. Źródła ESPN poinformowały, że zainteresowani Simmonsem byli również Minnesota Timberwolves.
Simmons spotkał się w poniedziałek z przedstawicielami Kings, przechodząc „szczegółowe badania medyczne” i odbywając trening z głównym trenerem Dougiem Christie. W piątek podpisał z Sacramento roczny kontrakt o wartości 3,5 miliona dolarów. Dla Simmonsa oznacza to powrót na parkiety NBA. W sezonie 2025/26 pozostawał bez klubu.
Były uczestnik Meczu Gwiazd w sezonie 2024/25, który spędził w Brooklyn Nets i Los Angeles Clippers, notował średnio 5 punktów, 5,6 asysty oraz 4,7 zbiórki na mecz. Wszystko wskazuje na to, że zawodnik jest przekonany, że znajduje się w odpowiednim miejscu pod względem zdrowotnym.
Na początku swojej kariery Simmons był zawodnikiem, który niemal z marszu ocierał się o triple-double i wydawało się, że zmierza w kierunku wielkiej kariery. Ta gwałtownie jednak wyhamowała, gdy zaczęły piętrzyć się problemy zdrowotne. Teraz chce udowodnić, że wciąż jest w stanie rywalizować z zawodnikami NBA. Sacramento może być dla Simmonsa idealnym miejscem na nowy początek.
Kings są w trakcie przebudowy i raczej nie będą w tym sezonie walczyć o mistrzostwo, co powinno pozwolić Simmonsowi wrócić na parkiet w środowisku, w którym presja nie będzie aż tak duża. Gdyby dołączył do Knicks, Warriors lub Timberwolves, oczekiwania wobec niego byłyby zdecydowanie większe, co mogłoby sprawić, że powrót do NBA okazałby się dla niego znacznie trudniejszy.