Co się stało z Bulls po powrocie z szatni?

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
AP Photo

Po pierwszej połowie meczu pomiędzy dwoma obecnie najlepszymi ekipami wschodu, na tablicy wyników widniało 62:60 dla Brooklyn Nets. Spodziewaliśmy się tak zaciętej rywalizacji do samego końca. 


Obie ekipy wiedziały, że ten mecz nie będzie “kolejnym w terminarzu”. Naprzeciw siebie stanęły drużyny z pierwszego i drugiego miejsca w tabeli wschodniej konferencji. Chicago Bulls w ostatnim czasie udało się wykorzystać kilka potknięć Brooklyn Nets, dzięki czemu zbudowali przewagę kilku spotkań. W Nowym Jorku z rywalizacji o najwyższe miejsce nie chcą jednak rezygnować. Obie ekipy korzystało z liderów, więc liczyliśmy na naprawdę ogniste starcie. 


Pierwsza połowa była dobrym zwiastunem dla pozostałej części meczu. Bulls przegrali pierwszą kwartę 31:39, ale odpowiedzieli w drugiej odrabiając część strat. Na przerwę ekipy schodziły z różnicą dwóch oczek. Wszystko zatem mogło się jeszcze wydarzyć. Jednak po powrocie na trzecią kwartę, można było odnieść wrażenie, że Bulls są już zupełnie inną drużyną. Nets zaczęli budować prowadzenie dzięki skutecznej grze w ataku i relatywnie dobrej defensywie. 


Zobacz także: Bookera wkurzyła maskotka


Na przełomie trzeciej i czwartej kwarty miał miejsce prawie 5-minutowy okres, podczas którego zespół z Chicago nie zdobył nawet punktu. W tym czasie prowadzenie Nets urosło już do ponad 30 oczek i nie było mowy, by gospodarze wrócili do walki. Dysproporcja pomiędzy Bulls z pierwszej połowy i Bulls z drugiej była tak olbrzymia, że trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie tego, co się w gruncie rzeczy z zawodnikami Billy’ego Donovana stało. 


Czyżby to Nets zaskoczyli ich swoim skorygowanym game-planem? Steve Nash musiał w szatni przekazać swojej drużynie bardzo precyzyjne wskazówki, skoro w drugiej połowie całkowicie rywala zdemolowali. To był pokaz siły Nets, a zwłaszcza KD, który w trzeciej odsłonie zanotował 17 ze swoich 27 punktów. Kolejnych 25 oczek, 7 zbiórek i aż 16 asyst Jamesa Hardena. Z ławki 21 punktów na skuteczności 6/8 za trzy zapewnił Patty Mills. Z kolei dla Bulls 22 punkty i 6 asyst Zacha LaVine’a, 19 oczek i 4 zbiórki DeMara DeRozana.


BULLS - NETS 112:138



Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes