Nowy sezon przyniesie Ja Morantowi zupełnie nowe wyzwania. Zawodnik rozpocznie go jako część składu Portland Trail Blazers. W opinii wielu - zmiana otoczenia zrobi mu dobrze i z tego samego założenia wychodzi także rozgrywający.
Dla Ja Moranta przeprowadzka do Portland oznacza szansę na rozpoczęcie nowego rozdziału. Chce udowodnić, że nadal jest koszykarzem formatu All-Star, a jednocześnie pokazać, że dojrzał również poza boiskiem. Podczas Ligi Letniej NBA w Las Vegas otwarcie mówił o tym dziennikarzom.
– Co chciałbym zmienić? Myślę, że wszyscy znają odpowiedź. Swój wizerunek. To, że ludzie postrzegają mnie jako złego człowieka. Jestem po prostu Ja. Popełniłem błędy w przeszłości, ale wszystko zostało już wyjaśnione i załatwione. Nie rozumiem, dlaczego po tylu latach wciąż się do tego wraca, skoro od tamtej pory nic podobnego się nie wydarzyło. Gdybym naprawdę był takim człowiekiem, nie rozmawialibyście dziś ze mną. Nie byłoby mnie tutaj.
– Nowy dom, nowa drużyna, nowa organizacja. Mogę pokazać kibicom w Portland zupełnie innego Ja. To jak rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Przez ostatnie lata bardzo się zmieniłem i wiele się nauczyłem. Mam inne podejście do życia, jestem bardziej dojrzały i gotowy do pracy.
Morant dostanie w Portland doskonałą okazję, by odbudować swoją pozycję. W obwodzie będzie występował u boku doświadczonych Damiana Lillarda i Jrue Holidaya. Na skrzydłach drużyna dysponuje bardzo atletycznymi zawodnikami, a pod koszem gra Donovan Clingan, który potrafi stawiać twarde zasłony i ułatwiać rozgrywającym kreowanie akcji. Nad wszystkim czuwa nastawiony ofensywnie trener Micah Nori. Przyszły sezon pokaże, jak wiele z dawnej dynamiki pozostało w grze Moranta, jak bardzo rozwinął się jako koszykarz i czy będzie potrafił wykorzystać tę szansę. Wszystkie warunki ku temu wydają się sprzyjające.