New York Knick ostatecznie zdobyli mistrzostwo NBA i problemy zdrowotne Mitchella Robinsona nie wpłynęły znacząco na formę zespołu. Niemniej jego kontuzja wzbudziła sporo podejrzeń i nikt nie chciał odpowiadać na pytania.
Nowy środkowy Boston Celtics, Mitchell Robinson, odniósł się do kontuzji dłoni, która postawiła pod znakiem zapytania jego występ na początku finałów NBA. Wyjaśnił, że doznał urazu po tym, jak zareagował na wiadomość o wypadku samochodowym członka swojej rodziny. Robinson opisał trudny sezon, naznaczony „problemami osobistymi, kłopotami w związku i wewnętrznymi zmaganiami”, które odbiły się na jego grze. Jak napisał, kulminacją wszystkiego była informacja, że jego najmłodszy brat uczestniczył w wypadku samochodowym, który mógł skończyć się bardzo poważnymi, a nawet zagrażającymi życiu obrażeniami.
- Będąc 1,5 tys. kilometrów od niego, czułem się bezradny. W chwili frustracji uderzyłem ręką w swój samochód – napisał Robinson. - ...Zanim oceni się drugiego człowieka, warto zrozumieć okoliczności, których często nie widać z zewnątrz. Życie jest nieprzewidywalne, a o tym, kim jesteśmy, świadczy sposób, w jaki reagujemy na przeciwności.
Robinson nie opuścił żadnego meczu pomiędzy finałem Konferencji Wschodniej, w którym Knicks wyeliminowali Cleveland Cavaliers, a rozpoczęciem finałów NBA, zakończonych zwycięstwem Nowego Jorku 4:1 nad San Antonio Spurs i pierwszym mistrzostwem klubu od 1973 roku. W przerwie między seriami przeszedł operację złamania piątej kości śródręcza prawej dłoni. W niedzielę doprecyzował, że uraz dotyczył kostki dłoni. Kilka dni temu Robinson uzgodnił z Boston Celtics trzyletni kontrakt o wartości 47,4 mln dolarów. Umowa będzie mogła zostać oficjalnie podpisana od poniedziałku.
-Przez cały sezon zmagałem się z wieloma problemami. Poświęciłem nawet czas z moją córką, widując ją znacznie rzadziej, bo musiałem w pełni skupić się na koszykówce, aby zapewnić jej lepszą przyszłość niż ta, którą sam miałem – zakończył Robinson.