W samej końcówce meczu Victor Wembanyama miał wyprowadzić akcję, ale piłka uciekła mu z rąk i wpadła w posiadanie rywala. To był kluczowy moment ostatnich sekund, bowiem Spurs stracili szansę na odwrócenie losów meczu.
Victor Wembanyama pomógł poprowadzić serię 14:0, dzięki której San Antonio Spurs wrócili do gry w meczu numer dwa Finałów NBA. Jednak przez jeden błąd w ostatnich sekundach cały ten wysiłek poszedł na marne. Przy remisie 104:104 i mniej niż 15 sekundach na zegarze, Wembanyama zebrał niecelny rzut Jalena Brunsona, a Spurs mieli szansę rozegrać ostatnią akcję przeciwko New York Knicks.
Zamiast tego podał piłkę do przodu prosto w plecy swojego kolegi z drużyny, Stephona Castle’a, który nie patrzył i nie spodziewał się podania. Piłka trafiła w ręce Brunsona, którego Wembanyama natychmiast sfaulował. Brunson trafił 1 z 2 rzutów wolnych, dając Knicks prowadzenie 105:104 na 9,5 sekundy przed końcem. Taki wynik utrzymał się do końca meczu, ponieważ rzut z wyskoku Wembanyamy po drugiej stronie odbił się od obręczy w ostatniej sekundzie regulaminowego czasu gry.
Po meczu Wembanyama został zapytany o to podanie. Odpowiedział wprost i bardzo krytycznie wobec siebie.
- Oddałem tę piłkę. Zawaliłem. Nie zagraliśmy dobrze jako drużyna. Musieliśmy wygrać ten mecz. Ten mecz był nasz. Ale na tym etapie to już przeszłość. [...] Czy będę tego żałował? Tak, oczywiście. Czy wykorzystam to jako paliwo dla siebie i dla nas w następnym meczu? Zdecydowanie.
To szczera odpowiedź na błąd, który może rzucić cień na jego znakomity, przełomowy sezon w NBA. Wembanyama ugruntował swoją pozycję jako przyszłość ligi i prowadzi Spurs do Finałów NBA szybciej, niż się spodziewano. Historia jednak mówi jasno — porażka w drugim meczu stawia Spurs w sytuacji, z której bardzo trudno się wydostać. Żadna drużyna nie przegrała dwóch pierwszych meczów Finałów u siebie i nie odrobiła strat, by zdobyć mistrzostwo.