San Antonio Spurs wygrali 22 z ostatnich 24 spotkań, są drugim zespołem w konferencji Zachodniej, ale nazwisko Victora Wembanyamy nie pada zbyt często w dyskusjach o MVP. Francuz uważa, że zasługuje na tę nagrodę.
Po dzisiejszej wygranej 136:111 nad Miami Heat, jeden z dziennikarzy zapytał koszykarza o to, czy uważa, że zasługuje na nagrodę MVP. W obecnej kampanii notuje 24,3 punktu, 11,2 zbió®ki, 3 asysty oraz 3 bloki. Tylko sześciu koszykarzy zapisywało takie statystyki na przestrzeni całego sezonu - Kareem Abdul-Jabbar, Hakeem Olajuwon, Shaquille O'Neal, Patrick Ewing i David Robinson.
- Moim pierwszym argumentem byłby fakt, że defensywa to 50% tej gry, a to jest dotąd bardzo niedoceniane w całym wyścigu po MVP. Uważam, że mam największy wpływ na grę w obronie w całej lidze. Niemal zrobiliśmy sweep na obecnych mistrzach w sezonie zasadniczym i ich zdominowaliśmy. A wpływ na ofensywę to nie tylko punkty - stwierdził Francuz.
Spurs z bilansem 54 zwycięstw oraz 18 przegranych są drugą drużyną na Zachodzie i wszystko wskazuje na to, że nie uda im się już wyprzedzić Thunder, którzy mają o trzy wygrane więcej. Z Wembanyamą w kontekście statuetki MVP zgadza się jego trener - Mitch Johnson.
- Myślę, że Wemby jest blisko. Wszyscy wymieniani zawodnicy na to zasługują, część z nich już zdobyła nagrodę. A ja jestem bardzo stronniczy. Mam okazję oglądać jednego z tych gości każdej nocy. Widzę go na treningach. Widzę, co robi rano. Widzę też, co robi teraz po meczu. Rozumiem więc, że moja opinia, spojrzenie i perspektywa bardzo różnią się od perspektywy niemal wszystkich innych. Ale on wpływa na grę w każdym możliwym aspekcie. Na boisku, po obu stronach parkietu, z piłką i bez niej, przez to, co przeciwnik próbuje zrobić, jak się na niego przygotowuje, jakie układa schematy i jak się do niego dostosowuje, po obu stronach gry - stwierdził szkoleniowiec.