W Chicago Bulls w końcu doszło do potężnych zmian. Drużyna z Wietrznego Miasta zwolniła wiceprezesa ds. operacji koszykarskich Arturasa Karnisovasa i Generalnego Managera Marca Eversleya. To kapitalne wieści dla fanów drużyny, choć nie ma pewności, że cokolwiek się zmieni.
W ostatnich latach Chicago Bulls są obok Sacramento Kings najgorzej zarządzaną organizacją w NBA. Oferowane kontrakty, wykonywane ruchy transferowe (bądź ich brak) pokazały, że w Chicago nikt nie ma pomysłu na drużynę. Rozstanie z osobami zarządzającymi klubem raczej nie dziwi, choć nie ma pewności, że cokolwiek się tam zmieni. Bulls mają bowiem najlepszą frekwencję w całej lidze czy fantastyczną sprzedaż gadżetów klubowych, co powoduje, że do biznesu nie trzeba dokładać. Kibice są z nimi niezależnie od wyników.
Karnisovas i Eversley dołączyli do Bulls w 2020 roku. W czasie ich kadencji Chicago tylko raz awansowało do fazy Play-Off. W obecnym sezonie Bulls z bilansem 29–49 niedawno stracili szanse na awans do tegorocznych play-offów i są obecnie na serii siedmiu porażek z rzędu. „Tankowanie” było dla nich jedynym rozsądnym ruchem, jednak wpadli na niego dopiero w połowie sezonu, po raz kolejny stając się pośmiewiskiem wśród kibiców.
- Takie decyzje nigdy nie są łatwe, zwłaszcza gdy dotyczą osób, które szanujemy zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Jesteśmy wdzięczni za ich zaangażowanie i pracę, jaką wykonali przez ostatnie sześć lat. Jednocześnie nie osiągnęliśmy sukcesów, na jakie zasługują nasi kibice. To moją odpowiedzialnością jest obrać nowy kierunek. Ten ruch ma na celu stworzenie warunków do długofalowego sukcesu naszej drużyny - czytamy w oświadczeniu Michaela Reinsdorfa.
Nowe osoby zarządzające klubem będą miały wielkie pole do popisu. Latem będą mieli bowiem aż 65 milionów dolarów do wydania w ramach wolnej agentury. Ponadto będą mieli wybór w loterii draftu i jest nadzieja, że znajdą się w TOP10. Pytanie, czy w końcu coś się zmieni w Wietrznym Mieście, czy klub wciąż pozostanie memem.