Rudy Gobert zapomniał, jak się trafia

skroluj w dół
Źródło zdjęcia:
YouTube

Francuski środkowy ma w tym sezonie potężne problemy ze skutecznością. Trudno to racjonalnie wytłumaczyć, bowiem Rudy Gobert nie trafia nawet z lay-upów. Pod nieobecność Anthony’ego Edwardsa, to szczególnie kłopotliwe.

‍

Rudy Gobert może pochwalić się skutecznością rzutów z gry na poziomie 65,6% w całej karierze. To drugi najlepszy wynik w historii NBA wśród zawodników, którzy rozegrali co najmniej 400 spotkań. Lepszym rezultatem może pochwalić się jedynie DeAndre Jordan. Francuz większość swoich punktów zdobywa wsadami i próbami spod samego kosza. Ostatnie dwa spotkania Timberwolves były jednak dla niego wyjątkowo nieudane. Gobert oddał w nich łącznie 13 rzutów i nie trafił… ani jednego. W poniedziałkowym meczu przeciwko Cleveland Cavaliers spudłował wszystkie dziewięć prób, notując najgorszy występ pod względem skuteczności rzutowej w całej karierze. W środę, w starciu z Golden State Warriors, nie wykorzystał kolejnych czterech okazji.

‍

– Ostatnie kilka dni było naprawdę trudnych. Jest wiele sytuacji, w których powinienem lepiej wykończyć akcję, a tego nie zrobiłem. Muszę dalej ciężko pracować i skuteczniej kończyć akcje, szczególnie w pobliżu kosza. To bardzo ważne dla naszego zespołu, a ja sam stawiam sobie w tej kwestii najwyższe wymagania. Zdecydowanie muszę się poprawić – powiedział Gobert po czwartkowym treningu.

‍

Dwie z dziewięciu prób Francuza w meczu z Cleveland były rzutami za trzy punkty. Jedną z nich oddał nawet na początku akcji ofensywnej. W całej karierze NBA ma na koncie 27 niecelnych prób zza łuku i ani jednego celnego rzutu. Znacznie większym problemem pozostają jednak niewykorzystane sytuacje spod samego kosza. Gobert miewa trudności z przyjęciem piłki, odpowiednim wyczuciem przy wykończeniu akcji i płynnością ruchów.

‍

– Czasami sam zastanawiam się, dlaczego nie zdecydowałem się na wsad. To zależy od sytuacji. Najważniejsze jest zdecydowanie i odpowiednia siła. Muszę podejmować decyzje szybciej, zachowywać lepszą równowagę i większy spokój – przyznał. -  Sam stawiam sobie najwyższe wymagania, większe niż ktokolwiek inny. Po słabym meczu, jeśli jesteś zawodnikiem ambitnym i chcesz osiągać wielkie rzeczy, musisz umieć odpowiednio przeanalizować swoją postawę. Nauczyłem się podchodzić do takich sytuacji w zdrowy sposób i nadal ufać swojej pracy. Sezon jest długi, a w jego trakcie, podobnie jak w życiu, zdarzają się wzloty i upadki. Nie można popadać w skrajności – ani po sukcesach, ani po porażkach. Takie mam podejście – dodał.

‍

W międzyczasie jednak LaMelo Ball i Jonathan Kuminga znaleźli się w środku gorącej sytuacji, która zwróciła uwagę kibiców podczas środowego spotkania. W trakcie jednej z przerw w grze obaj zawodnicy zostali zauważeni na ławce Timberwolves, gdzie w dość żywiołowy sposób gestykulowali i rozmawiali z Gobertem. Nagranie szybko obiegło media społecznościowe. Zapytany o tę sytuację podczas czwartkowego spotkania z dziennikarzami, Francuz przyznał, że nie widział nagrania i nie przywiązywał do całego zdarzenia większej wagi.

‍

– Czasami ludzie zakładają, że wiedzą, co się dzieje, a w rzeczywistości sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dużo zależy od kąta kamery i innych szczegółów. Nie odczułem żadnej wrogości. Frustracja na pewno była obecna. Byłem sfrustrowany ja, byli również oni. Ci chłopcy świetnie się jednak spisują, komunikacja między nami układa się dobrze. Nie czułem braku szacunku ani niczego podobnego. To po prostu zawodnicy, którzy chcą wygrywać – wyjaśnił Gobert.

‍

Obserwuj nas w mediach społecznościowych

NBA
Otwórz stronę MVP na swoim
urządzeniu mobilnym i zapisz ją na pulpicie. Będziesz mieć dostęp do najnowszych artykułów w zasięgu ręki!
lifestyle
kadra
nba
biznes