Oni znowu to zrobili! Reprezentacja Polski na otwarcie EuroBasketu pokonała Słowenię 105:95. To był wielki mecz kadry Igora Milicicia, która na mistrzostwach Europy nie zawodzi!
Biało-czerwoni wyszli na parkiet niezwykle pewni siebie. Od pierwszych minut Michał Sokołowski pracował nad Luką Donciciem i starał mu się wejść do głowy. Rozgrywający Los Angeles Lakers grał swoje, ale pozostali zawodnicy nie błyszczeli. W naszych barwach świetnie wyglądali Mateusz Ponitka oraz Jordan Loyd i to właśnie za ich sprawą wyszliśmy na prowadzenie 11:7. To właśnie Loyd w dwie minuty trafił dwie trójki i dwa rzuty wolne, czym wyprowadził nas na prowadzenie 20:17. Luka Doncic doprowadził szybko do remisu, ale dzięki rzutowi Kamila Łączyńskiego równo z syreną prowadziliśmy 29:25.
Na drugą część meczu Słoweńcy zaczęli z Luką na ławce, ale i tak szybko trafili z obwodu. Bardzo dobrą zmianę w obronie dał nam Aleksander Dziewa, który nie ustępował wysokim graczom ze Słowenii. W pewnym momencie udało nam się nawet wypracować siedmiopunktowe prowadzenie, ale Słoweńcy szybko odrobili straty. Po punktach Luki Doncicia nawet przez chwilę prowadzili, ale znów równo z syreną trafił Kamil Łączyński. Biało-czerwoni po fantastycznej pierwszej połowie prowadzili 47:46.
Drugiej połowy nie mogliśmy zacząć lepiej. Michał Sokołowski po bardzo ładnej akcji trafił trójkę z narożnika boiska. Chwilę później trafienie zza łuku dołożył Andrzej Pluta i nasze prowadzenie wzrosło do sześciu „oczek”. Słoweńcy w 2,5 minuty wykorzystali już limit fauli, a Luka Doncic po braku gwizdka dał się wyprowadzić z równowagi, za co został ukarany przewinieniem technicznym. Kilkadziesiąt sekund później sędzia podjął podobną decyzję, tym razem przyznając „technika” ławce Słoweńców, a nasze prowadzenie wzrosło do 13 punktów. Aleksander Sekulic musiał interweniować i wziął czas. Biało-czerwoni utrzymywali swoje prowadzenie, ale Słoweńcy starali się zbliżyć, w czym na pewno pomógł im czwarty faul Jordana Loyda, który był zmuszony usiąść na ławce. Trzecią część meczu trzeba było zakończyć jak poprzednią - kolejnym rzutem równo z syreną. Andrzej Pluta rzutem z obwodu wyprowadził nas na prowadzenie 80:69!
Słoweńcy w minutę odrobili pięć punktów, a w naszej grze pojawiło się trochę nerwowości. Na szczęście naszą niemoc szybko przełamał Tomasz Gielo rzutem z półdystansu. Atmosfera była gorąca nie tylko w całej hali, ale także na parkiecie. Dominik Olejniczak nie pękał jednak „na robocie” i twardo walczył pod koszem wymuszając nawet przewinienie niesportowe rywali. Sędziowie momentami ranili kontrole nad meczem, ale Polacy cały czas utrzymywali kilkupunktowe prowadzenie. Byliśmy świadkami ciosu za cios, a nas do zwycięstwa prowadził duet Ponitka - Loyd. Trudno nie wspomnieć też o Olku Balcerowskim, który walczył pod kosza, jak nigdy dotąd. W końcówce nie popełniliśmy błędów i triumfowaliśmy 105:95.